Strona główna » Co robimy » BIG BOOK NEWS

 

DOŁĄCZ DO NEWSLETTERA

NEWSLETTER NR 19 | 14.07.2026
KSIĄŻKA W KOLORZE BIKINI, CZYLI PLAŻOWY TOTAL LOOK

Stwierdzenie „pokaż mi, jaką książkę czytasz, a powiem ci kim jesteś” jest zdecydowanie passé. Teraz mówi się raczej „pokaż mi, czy Twoja książka pasuje do bikini, a powiem Ci, czy jesteś na czasie”. Podpowiadamy, jak wykorzystując kreatywność, książkę oraz kostium kąpielowy, wyczarować stylizacje idealne na plażę, letnią imprezę, a nawet na trening.

„SKŁODOWSKA-CURIE. REBELIANTKA”, ANGELIKA KUŹNIAK, WYDAWNICTWO LITERACKIE

Panterkowy deseń, odważny róż, neonowa zieleń i sportowy krój. A do tego lekkie, zwiewne kimono. W tym zestawie sięgnij po najnowszą książkę Angeliki Kuźniak „Skłodowska-Curie. Rebeliantka”. Najnowszy literacki portret polskiej naukowczyni taki właśnie jest – pełen sprzeczności, przyciągający i intrygujący. Wyłania się z niego kobieta, która nie bała się stawiać odważnych tez i wyłamywać z konwencji. Pracowała w laboratorium, jeździła na rowerze, co rano się gimnastykowała i lubiła pływać. Swoim romansem rozpaliła wyobraźnię połowy Europy, chociaż sama ubierała się skromnie a na oficjalne wydarzenia wybierała klasyczne stroje w stonowanych barwach.

„PROCES O MINISPÓDNICZKĘ”, ORIANA FALLACI, TŁUM. AGNIESZKA STEFAŃCZYK, WYDAWNICTWO ZNAK

Podkręć swój letni look. Nie obawiaj się różu i odważnych fasonów. Idąc na kąpielisko załóż minispódniczkę. Do słomkowego koszyka spakuj ręcznik, zapas wody, okulary przeciwsłoneczne i modne bikini.
Pamiętaj, że stylowa moda plażowa, to taka, która łączy elegancję z wygodą.
Do tego doskonale pasuje książka, w której przeplata się błyskotliwa historia i poczucie humoru. W „Procesie o minispódniczkę” królowa reportażu przygląda się modowemu biznesowi, który od lat bywa zarówno areną wolności jak i zniewolenia kobiet. Fallaci piała wspaniale. A przy tym miała świetne nogi!

„CZYNNIK ALCHEMICZNY”, TOMASZ STAWISZYŃSKI, WIELKA LITERA
Grecka wyspa Korfu, środek lata. Na kamienistej plaży dobrze mieć klapki, do nurkowania włożyć jednoczęściowy kostium, a na ręczniku czytać „Czynnik alchemiczny”.
W jedynym dotychczas w dorobku filozofa Tomasza Stawiszyńskiego literackim zbiorze tekstów przeczytacie opowieść o cesarzowej greckiej plaży, kelnerze z potarganą czupryną i niespodziewanym spotkaniu z Bradem Pittem.

„OSTATNIA SPRAWA”, JORN LIER HORST, TŁUM. MILENA SKOCZKO-NAKIELSKA, SMAK SŁOWA
Masz w plażowej torbie najnowszy kryminał Jorna Liera Horsta? To znaczy, że od leżenia plackiem na rozgrzanym piasku wolisz skoki do wody w skalistej zatoce, a zamiast romantycznych spacerów – robienie kilometrów w hotelowym basenie.
Nic dziwnego, że na wakacje zabierasz wygodny kostium, sportowy ręcznik i proste klapki. Nie masz czasu do stracenia – książki Horsta nie lubią długo czekać: jest zagadka, którą trzeba wyjaśnić, tajemnice z przeszłości i zagmatwane śledztwo. Do czytania wystarczy kawałek leżaka i prosty strój. Najciekawsze i tak dzieje się na kartach książki.

„LEWANDOWSKI. PRAWDZIWY”, SEBASTIAN STASZEWSKI, SQN

Praktyczna torba plażowa, lekka sukienka i kolorowe pareo? Do plażowej gotowości brakuje stroju kąpielowego i pasującej do niego lektury. Idziesz w brązy? Proszę bardzo! Lubisz czerń? Jeszcze lepiej! Sportowe marki wspaniale łączą praktyczną elegancję z kolorową wygodą.
Podkręć tempo! Nie trać czasu na wybór plażowych dodatków – do Twojej książki sportowej pasuje wszystko, co zapewni Ci wakacyjny luz i dużo czasu na nieskrępowaną niczym lekturę. A w przerwie możesz zagrać w piłkę plażową, albo nawet nożną!

Anna Król

NEWSLETTER NR 18 | 07.07.2026
KSIĄŻKI, KTÓRE ODMIENIĄ TWOJE LATO – BEZ KONIECZNOŚCI PAKOWANIA WALIZKI

Lubisz urlop, ale nie znosisz zamieszania i trudu związanego z podróżowaniem? Nie musisz pakować walizek, stać w kolejkach na lotnisku ani szukać wolnego leżaka na zatłoczonej plaży. Wystarczy zatopić się w lekturze!

Bartek Kamiński wybrał pięć książek, które pozwolą Ci docenić fakt, że zostałaś/eś na miejscu. Opowiadają o wyprawach do domniemanego raju jako o pięknej ułudzie. Opisują sekrety domowych enklaw, pozwalając całkiem inaczej spojrzeć na miejsce zwane domem. Dowiesz się, ile wrażeń może przynieść pobyt w ogrodzie lub w pobliskim parku. A także spacer po Twoim mieście i to nawet ulicami, które przemierzasz regularnie, ale bez należytej uwagi.

Być może książki te zmienią Twoje podejście do podróży, w rozmaitych wymiarach: geograficznym, historycznym, emocjonalnym, estetycznym i intelektualnym. Razem tworzą zestaw idealny na leniwe dni – pełne wrażeń, refleksji i odkryć, które nie wymagają ani biletu, ani paszportu. Prawdziwa przygoda zaczyna się tam, gdzie pozwalasz sobie na nowe spojrzenie. Udanego zaczytanego urlopu!

Antonio Musarra
Wyspa, której nie ma. Geografie wyobrażone pomiędzy Morzem Śródziemnym i Atlantykiem

Ta pasjonująca opowieść o dawnych poszukiwaczach mitycznych wysp jest jak statek, który zabiera nas w rejs przez Morze Śródziemne i Atlantyk – ale zarazem przez wieki ludzkiej wyobraźni. Rzymski historyk Średniowiecza prowadzi czytelnika śladami żeglarzy, mnichów i odkrywców, którzy gnali za marzeniem o krainie doskonałej. Towarzyszymy im w poszukiwaniu miejsc, które istniały na mapach, choć żaden okręt nigdy tam nie dotarł, np. Wysp Szczęśliwych czy Wyspy Świętego Brendana. W tym właśnie tkwi magia: wyspy te były prawdziwsze od wielu istniejących lądów, bo żyły w sercach i umysłach ludzi.
Dziś, gdy Google Maps zdaje się pokazywać wszystko, a żadne wybrzeże nie jest dla nas tajemnicą, ta opowieść przypomina, że świat nadal skrywa nieodkryte przestrzenie. Może nie na geograficznych mapach, ale w naszej wrażliwości, w historii, w mitach, które wciąż czekają na nowe odczytanie. Chodzi o głębsze odkrywanie – siebie, swoich korzeni, sposobów, w jakie ludzie kiedyś nadawali sens światu. Każde z miejsc opisanych w książce to nie tylko punkt na mapie, ale lustro, w którym przegląda się ludzka tęsknota za tym, co wykracza poza codzienność. A także dowód na to, że podróżować można bez ruszania się z miejsca. Wyobraźnia jest najszybszym środkiem lokomocji, a historia – najmniej przewidywalnym przewodnikiem. W sumie każda epoka ma swoje „wyspy, których nie ma” – miejsca, które dopiero czekają na odkrycie, bo dopóki o nich marzymy, istnieją naprawdę.

Maja Mozga-Górecka
Figlarnie. Przestrzenie radykalnej prywatności

Oto wyprawa do miejsc, które zostały zaprojektowane według nadrzędnej zasady: jako azyl, w którym człowiek może być wreszcie sam na sam ze sobą. Nie jest to książka wyłącznie o architekturze, o historycznych domach letnich, gabinetach i buduarach, sypialniach, garderobach oraz tytułowych figlarniach – sekretnych przestrzeniach, które skrywają nieznane lub długo nieujawniane historie. Autorkę interesują przede wszystkim ludzie, którzy te miejsca tworzyli i w nich żyli. Spotykamy tu ostatniego polskiego króla, francuską metresę, która miała wpływ na losy całego kraju, ojca psychoanalizy Zygmunta Freuda, a także słynnych architektów jak Alvar Aalto czy Adolf Loos – oraz ich żony, przyjaciółki, kamerdynerów i ogrodników. Każdy rozdział to migawka z ich życia, pokazująca, jak ważna była dla nich sfera intymna.
Wszystkie zawarte tu opowieści prowokują do refleksji nad tym, jak bardzo prywatność kształtuje nas jako ludzi, naszą swobodę myśli i rozwój osobowości. W świecie, gdzie – jak głosi slogan Marka Zuckerberga – prywatność przestała być normą społeczną, ta książka dobitnie przypomina, że „radykalna prywatność” przez ponad trzysta lat była nie luksusem, a fundamentem ludzkiego istnienia. To podróż w czasie – do epok, w których budowano domy z myślą o ciszy i odosobnieniu, a wiele z zakątków domostwa miało służyć kontemplacji i samospełnieniu. Jeśli marzysz o życiu z dala od zgiełku, nie oderwiesz się od lektury tej książki!

Olivia Laing
Ogród poza czasem. W poszukiwaniu wspólnego raju

Gdy nadchodzi lato, a my postanawiamy spędzić je na balkonie lub w najbliższym parku, często towarzyszy nam pytanie: czy to wystarczy, żeby naprawdę odpocząć? Brytyjska eseistka odpowiada: tak, a nawet więcej – własny ogród a nawet publiczny park mogą być doskonałym miejscem do spędzenia czasu wolnego, a przy tym do duchowej podróży, która przewyższa niejedną wyprawę w nieznane.
Jej książka, choć w dużej części opowiada o uprawianiu ogrodu, nie jest poradnikiem, ale wielowątkowym esejem, w którym autobiografia splata się z historią, literaturą i polityką. Punktem wyjścia jest przeprowadzka autorki wraz z mężem do starego domu w hrabstwie Suffolk w przededniu pandemii. Otacza go piękny, ale zaniedbany ogród, który niegdyś należał do zasłużonego członka Królewskiego Towarzystwa Ogrodniczego. Próbując przywrócić miejscu dawną świetność – przesadzając rośliny, siejąc i pieląc – pisarka zastawia się nad znaczeniem ogrodów w naszej kulturze. To przestrzeń, która pozwala wejść w zupełnie inną relację z czasem – cyklicznym, podporządkowanym rytmom natury, a nie zegarowi. Bywa miejscem ukojenia, schronieniem dla wrażliwych dusz, intelektualistów i odludków, a przy tym niesie w sobie ogromny potencjał wspólnotowy i emancypacyjny – tu padają ciekawe przykłady: od queerowej utopii Dereka Jarmana po wizję wspólnego raju Williama Morrisa.
Ta książka nie tylko umili Ci leniwe dni, ale też otworzy oczy na to, jak wiele może nam dać kontakt z przyrodą. Przekonuje, że prawdziwy odpoczynek nie zawsze wymaga zmiany miejsca, ale często – zmiany perspektywy.

Michał Cichy
Zawsze jest dzisiaj

Śledząc Instagramowe relacje znajomych (i nieznajomych) z egzotycznych wakacji, łatwo zapomnieć, jak ciekawą podróż można odbyć tuż za progiem własnego domu – należy tylko świeżym okiem spojrzeć na najbliższe otoczenie.
Ta niewielka książeczka to literacki zapis spacerów autora po Warszawie, zazwyczaj w duecie z psem Myszką. Przewodnikiem nie jest tu mapa miejskich atrakcji, ale codzienna uważność. Cichy rejestruje to, co zwykle mijamy w pośpiechu: koślawy chodnik, kostkę bauma pokrytą glonem, ogłoszenia na przystankach, pijaków na ławkach, sprzedawczynie na straganach – kalejdoskop codzienności, który dla większości z nas jest tylko tłem, nieostrym obrazem. Natomiast w pozornie nieciekawej rzeczywistości kryje się nieskończona ilość historii i znaczeń. Autor idzie pośród chwastów wzdłuż torów kolejowych, z fragmentów murów i kamieni odczytuje kolejne warstwy miasta. Jego spacery stają się źródłem osobliwych mikroprzygód, medytacyjną wędrówką, kontemplacją „tu i teraz”.
Mamy tu filozofię slow w najczystszej postaci – Cichy nie śpieszy się, nie goni za żadnym celem poza samym rejestrowaniem tego, co dzieje się wokół. Uświadamia nam, jak uważność pozwala inaczej odbierać czas – mamy wrażenie, że spędziliśmy go produktywnie, a przy tym odbyliśmy niesamowitą podróż, nie tyle w przestrzeni, ile w głąb własnej percepcji.

Walter Benjamin
Ulica jednokierunkowa

Jeśli w czasie spacerów po mieście masz wrażenie, że kolejne trasy nie niosą żadnych odkryć, oto książka, która sprawi, że nigdy już nie będą takie same. Powstała w 1928 roku i ma nowatorską na owe czasy formę „montażu” – zbioru krótkich felietonów, enigmatycznych fragmentów, sentencji i aforyzmów, które składają się na obraz nowoczesnej metropolii. Benjamin nie opisuje miasta w sposób linearny. Zamiast tego podąża za jego rytmem, rejestruje detale, które zwykle umykają uwadze – uliczne drobiazgi, materialność przedmiotów, wspomnienia przechodnia. Razem fragmenty te tworzą migotliwy, wielowymiarowy portret miejskiego życia w złotych latach dwudziestych.
Ale to nie tylko osobliwy zapis miejskich spacerów. Niemiecki filozof i teoretyk kultury, uznawany dziś za jednego z najwybitniejszych intelektualistów XX wieku, w tym jedynym w swoim dorobku czysto literackim utworze w pozornie niezobowiązującej formie zawarł filozoficzną głębię, która przewartościowuje nasze percepcyjne nawyki. Zafascynowany zjawiskami nowoczesności pokazał, że miasto to nie tylko zbiór ulic i budynków, ale nade wszystko przestrzeń doświadczenia, kształtująca nasze rozumienie czasu, pamięci i ludzkiej egzystencji.

Bartosz Kamiński

 
 

NEWSLETTER NR 17 | 29.06.2026
KSIĄŻKI, Z KTÓRYMI WARTO WSIĄŚĆ DO POCIĄGU BYLE JAKIEGO
Jeśli urlop, to podróż – choćby koleją. Jak wiadomo, do wagonu lepiej nie wsiadać bez trzech rzeczy. Po pierwsze – bez biletu. Po drugie – bez gotowości na przygodę. Po trzecie – bez książki. Pamiętajcie, książka w bagażu to nie balast, to Wasza polisa ubezpieczeniowa i środek zaradczy na nieprzewidziane zdarzenia oraz dolegliwości podróżne, na wypadek interakcji ze współpasażerami (tych pożądanych i tych wręcz przeciwnie) oraz na wszelkiego rodzaju awarie lub przestoje, a przecież w upalne lato pogoda awariom sprzyja, bo „taki mamy klimat”.
 
Paulina Wilk, która kocha pociągi, ale niejeden jej w życiu uciekł, utkwił w polu albo w ogólne nie przyjechał, czuje się specjalistką od KSIĄŻEK, Z KTÓRYMI WARTO WSIĄŚĆ DO POCIĄGU BYLE JAKIEGO. Albo chociaż pójść na dworzec.
 
Agatha Christie
Morderstwo w Orient Expressie
Czytaliście? Nic nie szkodzi, to nawet lepiej! Po tej książce można chodzić jak po składzie pociągu, wsiadając do dowolnego przedziału – rozdziału lub przejść się od końca, o ile już zna się rozwiązanie tej zagadki kryminalnej wszech czasów. Brytyjska mistrzyni koi nerwy i dostarcza fabularnego antidotum, gdy czujesz, że zaraz zamordujesz paplających współpodróżnych, gdy pociąg tkwi w polu pod Włoszczową, klima nie działa, a okna i toalety są zablokowane, i gdy zamiast w 7 h 11 min. do Kołobrzegu tłucze się już 11 h i 7 min. Okazuje się, że z niespodziewanego przestoju na szynach może wyniknąć coś arcyciekawego, jak w tej błyskotliwej powieści, której akcja dzieje się w luksusowym składzie ze Stambułu do Londynu, w środku zimy, co też przyjemnie studzi umysł. Zatem zamiast się wściekać, zacznij pilnie studiować twarze i gesty towarzyszy podróży, po czym puść wodze fantazji. Każdy może tu być zdolny do zbrodni i tylko Ty – podkręć swój wewnętrzny wąs Herkulesa Poirot – możesz odkryć ten sekret w porę. Nim się spostrzeżesz, pociąg dotrze do Twojej stacji, a co ważniejsze – wszyscy przeżyją. Podejrzewany o całe zło świata konduktor też.
„Morderstwo…” jest tytułem dobrze znanym, więc książka Christie to też dobry „zagajacz”, prowokuje rozmowy z nieznajomymi. Wystarczy rzucić: „A pani kogo obstawia – guwernantkę czy hrabinę?” i godzinka minie na wspólnych domysłach. Kto wie, może nawet wakacyjna miłość z tego będzie?
 
Jaroslav Rudiš
Ostatnia podróż Winterberga
To 600-stronicowe tomisko jest doskonałe na trasę długości Przemyśl – Salzburg albo lepiej Praga – Wiedeń – Graz – Triest. Zupełnie jednak nie nadaje się do pędzących Pendolino. Bo ma w sobie coś z mantry, ciut nużącej i kołyszącej niespiesznie, jak dawniej robiła to cesarska kolej żelazna. Raz napoczętą przyjemność czytania lepiej doprowadzić do końca. A przerwy robić po to, by wyskoczyć na stację, rozejrzeć się wkoło, nad czymś cicho westchnąć i zapłakać, po czym znów dać się ukołysać tej niedzisiejszej opowieści o podróży zarówno w przeszłość (przez wspomnienia), jak i w symboliczne zaświaty (bo tytułowa ostatnia podróż jest nią w istocie). Jedzie 99-letni pan Winterberg, chorujący na „ataki historii”, czyli napady pamięci o bitwie pod Sadową, zwycięskiej dla Prus, a dla Austrii będącej końcem świata. Towarzyszy mu żegnający swą młodość Jan, a jadą trzymając się Bedekera – legendarnego europejskiego przewodnika kolejowego sprzed ponad 100 lat. Jadą po świecie, którego już nie ma i po dziewczynę, która dawno zniknęła. Nawet, jeśli podróżujesz z tą lekturą po prostu z Koluszek do Olsztyna, z planowaną przesiadką, i w nader klarownym turnusowym celu, to z powieścią czeskiego pisarza poczujesz, że Twoja podróż to coś więcej, a pociąg mknie przez czasy i warstwy pamięci. Rzecz dla nostalgicznych romantyków. Warto ją też czytać w kolejach regionalnych, stosując częste przesiadki, jak bohaterowie. Przy czym oni na każdej stacyjce piją piwo i palą papierosy, a to są obyczaje słusznie minione.
 
Michał Olszewski
Zapiski na biletach
Wsiądź do pociągu byle jakiego – dosłownie! Pierwszego, jaki odjeżdża z Twojego dworca. Wysiądź na przypadkowej stacji. Bo akurat tam Ci się zachce rozprostować nogi. I znów wsiądź do pierwszego, jaki się nadarzy. Jedź, nie martwiąc się, dokąd. Bo w tej metodzie jest szaleństwo: możesz dojechać do Tłuszcza, a możesz i do Monachium. Oczy miej szeroko otwarte. Zachwycaj się codziennością z perspektywy taniego pospiesznego, którym ludzie przemieszczają się do zwykłych spraw, na co dzień. Michał Olszewski był jednym z pierwszych naszych piewców zwyczajności. Opisał w tej książce Polskę przejechaną zwykłymi pociągami i autobusami bez rezerwacji, a potem dopisał dodatkowe podróże w nowych wydaniach. Dokądkolwiek jedziesz, te teksty nauczą zwalniać tempo, patrzeć uważniej i czulej. Doskonała książka do czytania na dworcach, pod tablicą z rozkładem, gdy jeszcze nie wiesz, jaką jazdę zgotuje Ci los. A jeśli w żadną podróż nie możesz się teraz wybrać, to jej chociaż posmakujesz między wierszami.
 
Paul Theroux
Wielki bazar kolejowy
Gdzie te epickie podróże, w czasie których przedział kolejowy stawał się domem, a podróżni – plemieniem życzliwych sobie nomadów? Gdzie te pociągi, w których kotłuje się od rozmów, zapachów, ekwipunków, obyczajów, wspólnych posiłków, modlitw i nagłych awantur? Amerykański pisarz Paul Theroux w 1975 r. odbył wielomiesięczną podróż słynnymi pociągami Wschodu, m.in.: Orient Expressem, pociągiem z indyjskiego Jaipuru do Delhi oraz regionalnym składem Khaiber Pass Local, pokonującym zaledwie 53 km przez Przełęcz Chajberską łączącą Pakistan z Afganistanem (dziś kolejka działa tylko okresowo) oraz koleją Transsyberyjską (dziś dla wielu niedostępną ze względu na trwającą wojnę Rosji z Ukrainą). Może trochę za dużo pisał w tej książce o sobie, może ciut się popisywał, ale stworzył współczesny klasyk podróżniczy, ukazując mozaikowość życia Azjatów, a kolej jako arterie życia i ekonomii, pulsujący krwiobieg dziejów całego kontynentu. Współcześnie to dobra inspiracja dla studentów, którzy dzięki Eurail Pass mogą niedrogo odbyć podróż po Europie i z jednym biletem odwiedzić aż 33 kraje. Skoro daleki świat staje się – o ironio epoki łączności! – bardziej podzielony i mniej przejezdny lądem, niech Zachód będzie nowym Wschodem, bo i tu jest co odkrywać.
 
Denis Johnson
Sny o pociągach
Podróże koleją, gdziekolwiek się zdarzają, mają uniwersalny walor – służą kontemplacji. Jeśli nie zaprzepaścimy tej okazji od razu sięgając po smartfon i wpychając do uszu słuchawki, zyskujemy naturalną szansę na rozmyślania, którym sprzyjają umykające za oknami pejzaże i odgłos pędu. W drodze wszystko widać tylko przez chwilę, myśli pojawiają się i umykają podobnie jak migające w oddali gospodarstwa, drogi i miasteczka. A czasem zjawi się w głowie coś istotnego, co dostrzeżemy nagle, jak łanie pod lasem. I może uda się zatrzymać chociaż powidok albo ważną myśl. Kto nie zna tego uczucia? – siedzimy w przedziale, z książką otwartą, ale wzrok i umysł zwracają się ku oknom, wolą być gdzieś pomiędzy, meandrować. Bo mogą, bo z przyrodą i książką jako akcesoriami otuchy żadne rozmyślania niestraszne!
Książką, która dobrze wspiera rozmyślania jest maleńka opowieść nieżyjącego już amerykańskiego prozaika Denisa Johnsona. Jej bohater, budowniczy kolei w Idaho, mierzy się z nagłą stratą i stawianiem życia na nowo. Książka pełna prostych zdań, niewielka, zmieści się nawet w kieszeni. Pasuje jak ulał do podróży. Bo każde oddalenie jest ćwiczeniem z wyobraźni. I pytaniem, co by było, gdyby?

W pociągach tras dalekich, jeśli wysiadamy gdzieś po drodze, dobrze jest też książkę zostawić na siedzeniu. Podać ją dalej, a nuż ten, kto ją znajdzie, ucieszy się, przeczyta, a potem zostawi ją na dworcu, ratując życie komuś, komu pociąg akurat zwiał, a na następny trzeba czekać wiele godzin? Bo książki, jak wiadomo, kurczą lub rozszerzają czas, w zależności od tego, co komu akurat potrzebne.

Paulina Wilk


NEWSLETTER NR 16 | 23.06.2026
10 PRZYKAZAŃ BIG BOOK CAFE
czyli fundamenty, na których zbudowaliśmy nasze centra literackie

1. PODĄŻAJ ZA MARZENIAMI I NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ
Myśl, by prowadzić w Warszawie miejsce literackie pojawiła się w głowie Ani Król w 2013 roku, tuż po pierwszej edycji Big Book Festival. Ale znalezienie lokalu i przekonanie decydentów, żeby to właśnie promowaniu czytania i szeroko pojętej rozmowie o literaturze poświęcić konkretną miejską przestrzeń, zajęło nam cztery kolejne lata. Wielokrotnie bez powodzenia braliśmy udział w konkursach na tzw. „lokal na kulturę” – udało się dopiero w 2017 roku na Mokotowie. Na Dąbrowskiego 81 wcześniej działał sklep rybny, a później bank. Z tego opuszczonego miejsca uczyniliśmy ważny adres literacki stolicy. Pomysł na przestrzeń łączącą scenę wydarzeń, autorską księgarnię oraz wege bar wypalił i spadł na nas deszcz nagród, wśród nich Wdechy – publiczności i jury – dla miejsca roku 2018. Konkurs ogłoszony w 2022 roku na zagospodarowanie dawnej Księgarni MDM wygraliśmy zdobywając maksymalną liczbę punktów. Dzięki sukcesowi Dąbrowskiego wiadomo już było, że znamy się na swojej robocie i z Big Book Cafe MDM stworzymy kolejne ważne miejsce na kulturalnej mapie stolicy.

2. WEŹ Z PRZESZŁOŚCI TO, CO DOBRE. I DORZUĆ OD SIEBIE COŚ RÓŻOWEGO
Kiedy pierwszy raz pojawiliśmy się w dawnej Księgarni MDM, by obejrzeć pusty jeszcze lokal, zdaliśmy sobie sprawę, że jest on ogromny! Na trzech poziomach (łącznie z piwnicą) jest 700 metrów kwadratowych. Powierzchnia świetna na scenę spotkań, kawiarnię, księgarnię, biura, ale niezwykle trudna i kosztowna w remoncie, który musieliśmy pokryć ze środków własnych fundacji. Gnała nas do przodu wizja i tak naprawdę nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co naprawdę nas czeka. A czekały: dziesiątki wizyt w urzędach i starań o stosowne pozwolenia, niekończąca się wymiana pism z dwoma konserwatorami zabytków nadzorującymi remont, nieudane próby pozyskania strategicznych sponsorów, podejmowanie niełatwych budżetowych decyzji. Cud, że nam się to udało!
Dzięki determinacji działamy dzisiaj pod najważniejszym i najpiękniejszym adresem księgarskim w Warszawie, gdzie przez dekady istniała legendarna Księgarnia MDM. Pracujemy w historycznych wnętrzach, pośród regałów pamiętający lata 50. Nadaliśmy temu miejscu współczesny sznyt, doprawiliśmy kolorami i tchnęliśmy nową energię!

3. MYŚL ORYGINALNIE, BĄDŹ TWÓRCZY, WYSTRZEGAJ SIĘ KOPIOWANIA
Najbardziej dumni jesteśmy z naszego programu literackiego, oryginalnego i pomysłowego. Big Booki od początku swojego istnienia były rozwinięciem idei festiwalu. To, co zdarzało się raz do roku w czerwcu – wielkie poruszenie czytelników i twórców literatury – chcieliśmy organizować w trybie całorocznym. Nawet nie zauważyliśmy, jak i kiedy naszym standardem stało się realizowanie na obu naszych scenach niemal 200 wydarzeń w roku: od spotkań z autorami, przez debaty, dyskusje i wykłady, po rozbudowane formy sceniczne i stand-upowe. I wciąż mamy ambicje wymyślać nowe rzeczy, wpisywać się w pojawiające się trendy lub wyznaczać nowe. Ostatnio ograniczyliśmy transmisje naszych spotkań, co było regułą w czasach pandemii, na rzecz bezpośrednich rozmów, ułatwiających bycie wśród ludzi.

4. PRACUJ ZESPOŁOWO, KŁADŹ TAPETY Z LUDŹMI, NA KTÓRYCH MOŻESZ POLEGAĆ
Wiosna 2023 roku upłynęła nam pod znakiem remontu i otwarcia Big Book Cafe MDM. To był szalony czas. Żeby uwinąć się ze wszystkim na ambitnie wyznaczony termin inauguracji (13 czerwca 2023 roku, spotkanie z Aleksandrem Kwaśniewskim z okazji premiery jego książki „Prezydent”) przejęliśmy wałki i farby od ekipy remontowej, i sami zabraliśmy się do pracy. Własnoręcznie zdzieraliśmy starą farbę, kładliśmy nową, kleiliśmy tapety, malowaliśmy parkiet na różowo. Tamto doświadczenie dało nam poczucie, że jesteśmy zgraną ekipą i możemy na sobie polegać. Daliśmy radę! Nasz zespół to grupa osób od dawna pracujących razem, ale niezmiennie cieszymy się, gdy do ekipy dołącza ktoś nowy, kto myśli i czuje podobnie, ale ma głowę pełną świeżych pomysłów.

5. BĄDŹ SAMODZIELNY, UCZ SIĘ CAŁE ŻYCIE, A ŻADNA PANDEMIA NIE BĘDZIE CI STRASZNA
Samodzielność to zawsze był nasz znak rozpoznawczy – od programu literackiego przez projekty graficzne, scenograficzne i komunikację, po zarządzanie fundacją i rozliczanie projektów, wszystko robimy sami. Sprawdzianem naszej zaradności okazała się pandemia. To wtedy kupiliśmy pierwszą kamerę, nauczyliśmy się realizować transmisje bez korzystania z pomocy firm zewnętrznych. Dostarczaliśmy książki do Waszych domów podczas akcji „Książka na wynos” (kurierami byli nasi bariści), potem szybko otworzyliśmy księgarnię internetową. W pandemii pierwszy raz weszliśmy do studia, żeby nagrywać podcasty. To w tych trudnych miesiącach 2020 roku znacznie rozszerzyliśmy grupę naszych odbiorców, bo dzięki transmisjom wyszliśmy z naszą ofertą spotkań poza Warszawę.

6. DAJ SIĘ USŁYSZEĆ!
Obecność w mediach i tworzenie własnych kanałów nadawczych pozwalają nam do dziś skutecznie docierać z informacjami o tym, co dzieje się w Big Bookach i jakie książki aktualnie czytamy. W 2020 roku nagraliśmy pierwszy odcinek podcastu „Książka w 5 pytań z Big Book Cafe”. W latach 2022-2023 realizowaliśmy audycje o książkach w RadioJAZZ.FM. Od jesieni 2022 roku co środę pojawiamy się na antenie Radia 357, żeby opowiadać o tytułach „Sprawdzonych w czytaniu”. Redakcja „Rezerwacji” Onetu realizowała u nas nagrania swoich programów. W 2026 roku utworzyliśmy redakcję Big Book News – regularnego biuletynu poświęconego kulturze czytania. O naszych wydarzeniach i lekturach opowiadamy gościnnie w innych mediach, na czele z radiową Trójką i Czwórką.

7. LICZ NA PRZYJACIÓŁ, POMOGĄ CI
Jesteśmy dumni ze społeczności, którą udało nam się zbudować wokół Big Booków. Każdego roku odwiedza nas ponad 10 tysięcy osób – czytelników, gości barów, uczestników spotkań. Mamy też wspaniałe, wciąż rosnące grono zaprzyjaźnionych pisarzy, artystów, dziennikarzy – gotowych podejmować kolejne wyzwania, które przed nimi stawiamy. Dzięki transmisjom, podcastom i mediom społecznościowym bigbookowa społeczność sięga daleko poza granice Śródmieścia i Mokotowa!

8. BUDUJ WIARYGODNOŚĆ, ZYSKUJ SILNYCH PARTNERÓW
Pierwszy lokal, na Dąbrowskiego, uzyskaliśmy dzięki przychylności Dzielnicy Mokotów. Big Book Cafe MDM – dzięki Dzielnicy Śródmieście. Od 2019 roku korzystamy ze wsparcia m.st. Warszawy w Stałym Programie Kulturalnym – dotacja pozwala nam spokojniej patrzeć w przyszłość i planować program literacki w kilkuletniej perspektywie. To dla nas również dowód zaufania. Dzięki niemu wiemy, że jesteśmy ważnym punktem na mapie stolicy, który doceniają także władze miasta. Jesteśmy też beneficjentami programów dotacyjnych prowadzonych przez Instytut Książki, w tym Certyfikatu dla małych księgarni.

9. KOCHAJ ZWIERZĘTA!
Misza, Rysiek i Kostas to były pierwsze bigbookowe pieski. Przychodziły do biura na Dąbrowskiego i czasami dawały nogę – Miszy szukało wtedy pół Mokotowa! Były bohaterami spotkań, gośćmi głośno reagującymi na aplauz lub wyjadającymi komuś niepostrzeżenie ciasto z pozostawionego talerzyka. Od początku istnienia Big Booków psy były ich częścią. Zapraszamy je zawsze z radością. Czekają na nie miski z wodą, smaczki, psie lektury, a od niedawna także kolekcja psich gadżetów. Kto wie, może w przyszłości z myślą o nich stworzymy Big Dog Cafe!

10. RUCH TO PODSTAWA!
Jedno jest pewne – nigdy nie stoimy w miejscu. Uwielbiamy wyzwania! Malowaliśmy murale, stawialiśmy pisarzy i pisarki za barem, na zapleczu biurowym szykowaliśmy ekskluzywną kolację dla branży ubezpieczeniowej, startowaliśmy jako jedna reprezentacja w biegu sztafet. Dziękujemy, że kibicujecie nam w tym maratonie!

Julia Rzemek


NEWSLETTER NR 15 | 15.06.2026
CZEGO NIE WIEMY O LUDZIACH PIÓRA?

W tym miesiącu w Big Book Cafe nie po raz pierwszy przyglądamy się sztuce biografii – pisanej przez badaczy życia znanych pisarek i pisarzy albo… przez samych autorów. Po raz pierwszy poświęcamy temu zagadnieniu cały cykl spotkań!

Czy wiesz, że Honoré de Balzac pisał wyłącznie nocami, wypijając nawet pięćdziesiąt filiżanek niezwykle mocnej kawy, a pod koniec życia żuł już suche ziarna, by dostarczyć sobie jeszcze większej dawki kofeiny? Albo że Victor Hugo po wydaniu „Nędzników” wysłał do wydawcy list zawierający wyłącznie znak zapytania – „?” – i otrzymał równie lakoniczną odpowiedź: „!”? Że Gustave Flaubert, pracując nad sceną otrucia Emmy Bovary arszenikiem, tak dalece wczuł się w los swojej bohaterki, że sam zaczął odczuwać fizyczne objawy zatrucia – metaliczny posmak w ustach i mdłości?

Stephen King po tym, jak omal nie zginął potrącony przez furgonetkę, odszukał sprawczy pojazd na złomowisku i własnoręcznie zniszczył go młotem kowalskim, żeby nikt już nie wsiadł do tego samochodu. J.K. Rowling zanim osiągnęła światowy sukces zmagała się z ciężką depresją kliniczną – to właśnie poczucie utraty wszelkiej nadziei i radości stało się inspiracją dla wysysających energię życiową Dementorów. W domu Ernesta Hemingwaya na Key West, dziś muzeum pisarza, żyją obecnie wielopalczaste koty, potomkowie jego ulubieńca Snowballa, który miał sześć palców.

Lista biograficznych ciekawostek i anegdot o ludziach pióra wydaje się niewyczerpana i zwykle funkcjonuje w przestrzeni publicznej jako zbiór barwnych osobliwości. Agatha Christie zaginęła na jedenaście dni i odnalazła się w hotelu zameldowana pod nazwiskiem kochanki własnego męża, twierdząc, że cierpiała na amnezję dysocjacyjną. Franz Kafka, pracując jako urzędnik w zakładzie ubezpieczeń, promował jeden z pierwszych przemysłowych kasków ochronnych i otrzymał za to medal. George Orwell, służąc w policji kolonialnej w Birmie, został zmuszony do zastrzelenia agresywnego udomowionego słonia i doświadczenie to opisał w eseju „Zastrzelić słonia”, ukazującym absurd i brutalność imperializmu. Gdy przyjrzeć się uważniej wielu takim biograficznym faktom, okazuje się, że stanowią one fragment znacznie poważniejszej opowieści – opowieści o tym, jak autorzy tworzą własny mit.

Pisarze nie są biernymi podmiotami swoich biografii. Wręcz przeciwnie – świadomi potęgi narracji często z premedytacją kształtują opowieść o sobie samych. Niektórzy robią to jawnie i spektakularnie: Hemingway przez całe życie budował legendę twardziela – korespondenta wojennego, myśliwego, weterana dwóch katastrof lotniczych. Lord Byron tworzył mit romantycznego wygnańca, skandalisty i bohatera narodowego, który wyrusza walczyć o niepodległość Grecji i umiera jak postać z własnego poematu. Hunter S. Thompson wjechał do literatury wraz z motocyklowym gangiem Hell’s Angels i na fali gonzo, reporterskiego stylu świadomie zacierającego granicę między autorem a bohaterem, między fikcją a autobiografią, a po śmierci kazał wystrzelić swoje prochy z armaty. Yukio Mishima poszedł jeszcze dalej – wyreżyserował własną śmierć jako polityczny performance zakończony rytualnym samobójstwem, który do dziś pozostaje jednym z najbardziej wstrząsających aktów autokreacji w dziejach literatury.

Ta świadoma autokreacja dokonuje się również poprzez programowe zacieranie śladów. J.D. Salinger, autor „Buszującego w zbożu”, przez pięćdziesiąt siedem lat żył jako pustelnik w Cornish w New Hampshire, blokując sądownie wszelkie nieautoryzowane biografie i odmawiając rozmów z prasą. Thomas Pynchon w dorosłym życiu nie dał się sfotografować – jego wizerunek znany jest wyłącznie z młodzieńczych fotografii. Elena Ferrante, jedna z najsłynniejszych pisarek przełomu XX i XXI wieku, przez lata ukrywała swoją tożsamość z taką konsekwencją, że wciąż nie mamy absolutnej pewności co do jej personaliów – dziennikarskie śledztwa wskazują na rzymską tłumaczkę Anitę Raję, lecz identyfikacja ta pozostaje przedmiotem sporów. Milan Kundera po 1985 roku przestał udzielać wywiadów i konsekwentnie usuwał z przestrzeni publicznej wszelkie ślady swojej młodości, także te związane z młodzieńczym zaangażowaniem w komunizm. Jak widać milczenie bywa formą mowy, a nieobecność – szczególną strategią obecności.

W wielu przypadkach dopiero pośmiertne śledztwa biografów ujawniają to, co pisarze starannie ukrywali lub co zataiła rodzina. Przez ponad sto pięćdziesiąt lat wizerunek Jane Austen był wygładzony – jej siostra Cassandra zniszczyła większość prywatnych listów pisarki, a krewni przedstawiali ją jako cnotliwą córkę pastora. Dopiero biografia Claire Tomalin z 1997 roku odtworzyła dramatyczną historię odrzuconych oświadczyn i zasugerowała, że pod powierzchnią spokojnego życia kryły się namiętności, o których głośno nigdy nie mówiono. Emily Dickinson przez pokolenia funkcjonowała jako słodka, samotna panna z Amherst, aż XX-wieczni badacze odkryli jej prawdopodobny romans z żonatym sędzią Otisem Lordem oraz wysunęli hipotezy o epilepsji skroniowej, która mogła być prawdziwą przyczyną izolacji poetki. Harper Lee po fenomenalnym sukcesie powieści „Zabić drozda” zamilkła na pół wieku – dopiero po jej śmierci w 2016 roku zaczęły wypływać informacje o problemach alkoholowych, konflikcie z siostrą i skomplikowanej relacji z Trumanem Capote’em. Bohumil Hrabal, pozornie jowialny gawędziarz z praskich piwiarni, okazał się człowiekiem głęboko naznaczonym przez inwigilację bezpieki, pobyty w szpitalu psychiatrycznym i samobójczą śmierć żony.

Biografia pisarza jest więc zawsze konstruktem – tyle że niekiedy konstruowanym przez niego samego, a kiedy indziej przez jego bliskich, wydawców, agentów literackich i wreszcie biografów. Życie ulega selekcji: to, co pasuje do pożądanego wizerunku, jest eksponowane, reszta trafia do szuflady, której zawartość poznajemy dopiero wtedy, gdy autor nie może już nad nią zapanować. Joan Didion, która dwukrotnie przeżyła osobistą tragedię – śmierć męża przy stole obiadowym i śmierć córki w śpiączce – przekształciła własną żałobę w literacki dokument, zachowując żelazną kontrolę nad każdym słowem. Nie opowiedziała czytelnikom wszystkiego, opowiedziała dokładnie to, co chciała – z precyzją, która budzi podziw i dreszcz. Roberto Bolaño, który zmywając naczynia i stróżując na kempingach, budował mit wyklętego pisarza Ameryki Łacińskiej, zostawił po śmierci stos rękopisów do dziś sukcesywnie wydawanych przez spadkobierców. Każda pośmiertna publikacja zmienia nieco obraz autora, dodając nowe elementy do układanki, której on sam nigdy nie ukończył.

Życie ludzi pióra – w przeciwieństwie do życia innych śmiertelników – od początku toczy się w cieniu przyszłej opowieści. Każdy list, każdy wywiad, każda anegdota to cegiełka w budowanym przez całe życie gmachu biograficznej legendy. Jedni, jak Hemingway czy Thompson, wznoszą go jawnie i z rozmachem. Inni, jak Salinger czy Pynchon, osiągają ten sam cel poprzez milczenie. Jeszcze inni, jak Dickinson albo Hrabal, powierzają swoją tajemnicę czasowi, wiedząc lub przeczuwając, że prędzej czy później trafi ona w ręce detektywów literatury. W tym sensie każda biografia pisarza jest jego ostatnią, niedokończoną powieścią – nawet jeśli autor nie napisał w niej ani jednego słowa.

Bartosz Kamiński

NEWSLETTER NR 13 | 01.06.2026
CZYTANIE DOBRE JAK KOPANIE

Prawie 3/4 Polaków deklaruje, że czyta książki swoim dzieciom, nawet codziennie. Ale przodowniczkami są mamy. Akcja Fundacji Powszechnego Czytania zachęca do większej aktywności ojców. Bo czytanie wpływa na mózg tak jak aktywność fizyczna na ciało. Każdy tata powinien wiedzieć, że może nie tylko zabrać chłopaka na boisko, ale też zabrać się z nim do wspólnego czytania.
Każdy, kto czytał książkę na głos z dziećmi, wie, że to fantastyczne doświadczenie. Jego wyjątkowość potwierdzają dane naukowe. Czytanie stymuluje rozwój mózgu, w szczególności dzieci do trzeciego roku życia. Wtedy powstają miliony połączeń neuronalnych a czytanie aktywuje obszary odpowiedzialne za język, pamięć, wyobraźnię i emocje. Regularny kontakt z książką wzmacnia rozwój poznawczy i społeczny. Wspólne czytanie na głos buduje mocne emocjonalne więzi. Jest też wspaniałym sposobem na wieczorne wyciszenie i tworzenie wspólnego świata emocji i przeżyć. Dzięki czytaniu dzieci mają szansę lepiej zrozumieć siebie i innych, lepiej przechodzić prze kolejne wyzwania dojrzewania. Warto czytać wspólnie z nimi i rozmawiać o książkach, nawet jeśli mają już naście lat.

Tegoroczna akcja #TataTeżCzyta podkreśla, że w szczególności chłopcy potrzebują męskich wzorców w zasięgu wzroku. Czytający tata może sprawić, że także syn będzie chętniej spędzał wolny czas w towarzystwie książki a nie telefonu lub konsoli.

Cieszymy się, że spot kampanii z ambasadorem #TataTeżCzyta2026 Zbigniewem Bońkiem został nagrany w Big Book Cafe MDM. Na stronie kampanii znaleźć można zestawienia książek rekomendowanych do wspólnego czytania dopasowanych do wieku dzieci i dowiedzieć się, jak wspierać potrzeby czytelnicze dziecka na różnych etapach życia.

Julia Rzemek


NEWSLETTER NR 12 | 25.05.2026
MÓZG LUBI PAPIER

Co wolisz: czytać w druku czy na czytniku? Upychasz kolejne książki pod sufitem i w łazience czy cieszysz się wolną przestrzenią w domu i wielką e-biblioteką skrytą w małym urządzeniu? To pytanie wywołuje wśród lubiących książki wielowątkowe dyskusje. A gdyby je przeformułować i zapytać: jakie czytanie jest lepsze i zdrowsze dla ludzi? Tu nauka dostarcza już konkretnych wskazań. I daje wyraźną przewagę książkom papierowym. Jak to dokładnie działa?

Fizyczne doświadczanie książki wzmacnia proces rozumienia treści. Nawet sześciokrotnie.
Według raportu z badania przeprowadzonego przez naukowców z hiszpańskiej Walencji, wśród 470 tys. uczniów podstawówek i szkół średnich, czytanie z książki wydrukowanej poprawia zdolności rozumienia. Przede wszystkim dlatego, że urządzenia takie jak: komputery, tablety czy smartfony zaprojektowano z myślą o innych niż czytanie czynnościach, a przez to sprzyjają one rozpraszaniu uwagi. Badanie wykazało, że w czasie 10-godzinnego czytania książki papierowej uczeń rozumie treści 6-8-krotnie lepiej niż gdy czyta z ekranu. A im bardziej ograniczony jest czas czytania (np. gdy uczymy się do egzaminu), tym ta przewaga jeszcze się wzmacnia. Bo książka drukowana oznacza mniej rozpraszaczy, jest namacalna, łączy się z odczuwaniem przestrzeni i pozwala podkreślać lub notować. Także dlatego szwedzkie szkoły po latach stosowania e-podręczników wracają do tych z papieru.

Czytanie e-booka przypomina bycie on-line, a więc utrudnia skupienie uwagi.
Kiedy czytamy w telefonie czy tablecie, czynność czytania jest często przerywana: z powodu powiadomień, wiadomości, piknięć odrywających od treści. Ale de facto zawsze, gdy czytamy na jakichkolwiek ekranach, mamy więcej powodów i większą skłonność do przełączania uwagi na rozmaite przeszkadzajki. A mózg ludzki jest tak skonstruowany, że znakomicie może wykonywać tylko jedną funkcję naraz. Jeśli się między kilkoma przełącza, każdą wykonuje słabiej (świetnie pisał o tym Johann Hari w książce „Złodzieje. Co okrada nas z uwagi”). Przeprowadzone przez Harvard Business Review badanie pokazało, że te rozpraszacze znacznie obniżają zdolność rozumienia tego, co czytamy. Przeciętny Amerykanin przełącza się między aktywnościami w urządzeniu niemal 1,2 tys. razy dziennie. To daje 4 godziny spędzone w ciągu dnia na… przeskakiwaniu z czynności w czynność. W ciągu roku – 5 tygodni. Pomyśl: w ilu wspaniałych książkach drukowanych można by się w tym czasie zanurzyć, a wręcz zatracić!

Tekst drukowany lepiej przyciąga ludzką uwagę, ponieważ istnieje fizycznie.
Gdy obie ręce zajęte są trzymaniem książki, trudniej klikać. A na poważnie: im dalej od urządzenia, tym mniej dystrakcji. Mózg ma szansę zająć się treścią. Ale co ważniejsze w druku czytamy w poziomie, wzrok przesuwa się linearnie – od początku do końca wersu, mózg widzi i interpretuje każde słowo. A przed ekranem zaczyna skanować i przewijać tekst w poszukiwaniu słów kluczowych. Czyli przegląda go selektywnie, mniej z niego bierze i zachowuje.
Wiadomo też, że fizyczność książki, jej namacalność pomaga przechowywać informacje i pamięć treści. Bo mózg, także dzięki temu, że książki dotykamy i odczuwamy jej ciężar lub fakturę papieru, odbiera słowa drukowane jako fizyczne reprezentacje, namacalne „rzeczy”. A kiedy je przetwarza, także je obrazuje. Czytając tworzymy umysłowe mapy, przestrzenne i chronologiczne. Dlatego umiemy po czasie odnaleźć miejsce w książce, ten drugi akapit od góry po prawej, gdzie pojawiał się poszukiwany fragment fabuły. Z łatwością osadzamy go w miejscu. A to dowodzi, że mózg doświadczył treści materialnie. I zaindeksował ją, nadał jej konkretne miejsce w pamięci.
Znaczenie trudniejszą pracą dla mózgu jest poradzenie sobie z przerwami między pikselami tekstu elektronicznego, mniej energii zostaje wtedy na głębokie rozumienie i budowanie mapy mentalnej.

Słowa na papierze są zdrowsze – na jawie i we śnie.
To już wiedza niemal powszechna, że emitowane z ekranów urządzeń elektronicznych tzw. niebieskie światło zakłóca rytm snu, przyhamowuje produkcję melatoniny, zmienia rytm serca, rozregulowuje nasze wewnętrzne zegary. Choć te wyniki bywają kwestionowane, póki co nauka radzi: przed snem czytaj na papierze. Ureguluje się rytm serca, spadnie kortyzol, zaśniesz łatwiej i spokojniej. A oczy będą zdecydowanie mniej zmęczone. Wreszcie – chodzi tu o przyjemność. Jako istoty zmysłowe czerpiemy frajdę z czucia fizycznego, zapachu książki, miękkiej lub twardej oprawy, sposobu ułożenia tekstu na stronie. Ale tu już wchodzimy w obszary estetycznego szczęścia, a ono wymyka się badaczom i każdy z nas odczuwa je inaczej.

Zdecydowana większość ludzi na Ziemi woli czytać książki drukowane od elektronicznych. Ale miłośników e-booków stabilnie przybywa. Czarnym koniem technologicznej przemiany są audiobooki, słucha ich już co piąty Polak.

Paulina Wilk


NEWSLETTER NR 11 | 18.05.2026
JAK NAM SIĘ ŻYJE W MIEŚCIE

Miasto to tylko nie zbiór budynków i ulic, ale przestrzeń, która realnie wpływa na nasze samopoczucie, relacje i sposób spędzania czasu. Przy projektowaniu ważne – poza walorami architektonicznymi i estetycznymi – są też dostępność, wspólnotowość i jakość codziennego życia. W Big Book Cafe włączamy się do dyskusji, o tym jak powinna wyglądać przestrzeń wokół nas i od maja inaugurujemy nowy cykl spotkań „Dobrze jest w mieście”. Stawiamy w nim pytania, dla kogo projektowane są miasta, kto może czuć się w nich swobodnie, a czyje potrzeby wciąż pozostają niewidoczne. Inspiracją – jak zawsze – są dla nas książki.

Miasta odciskają w nas konkretne wspomnienia, wywołują emocje i uczucia. Możemy pamiętać światło wpadające do pokoju o określonej porze dnia, sklep otwarty do późna na rogu ulicy. Możemy cieszyć się na drogę do pracy, którą z przyjemnością przemierzamy pieszo, albo czuć zmęczenie, które pojawia się jeszcze przed wyjściem z domu na myśl o męczącej trasie. Są miejsca, gdzie łatwiej się oddycha, odpoczywa i spędza czas między ludźmi, i takie kumulujące poczucie pośpiechu, hałasu albo samotności.

Literatura popularno-naukowa i eseistyczna dotykająca tematów architektonicznych i jakości życia w mieście to żywy i mocny nurt. Wybraliśmy z niego kilka wątków i tytułów. Możecie potraktować je jako przewodnik, który pozwoli Wam spojrzeć na otaczające miasto w inny sposób i zadać nowe pytania.

Po pierwsze zwróć uwagę, że przestrzeń odbiera się nie tylko wzrokiem – przeżywasz ją wszystkimi zmysłami. Ważne mogą okazać się proporcje ulicy, wysokość sufitu, sposób, w jaki dźwięk niesie się po klatce schodowej, albo kąt pod jakim światło wpada do wnętrza późnym popołudniem. O takim cielesnym i zmysłowym doświadczeniu miasta pisze Steen Eiler Rasmussen w „Odczuwaniu architektury”, przypominając, że nasze samopoczucie bardzo rzadko wynika wyłącznie z funkcjonalności przestrzeni.

Po drugie sprawdź, czy miasto sprzyja kontaktom międzyludzkim, czy daje miejsca, w których można się zatrzymać, usiąść, spotkać z kimś przypadkiem, poczuć obecność innych. David Sim w „Mieście życzliwym”przygląda się właśnie tym drobnym elementom codzienności – podwórkom, lokalnym sklepom, parkom i ulicom projektowanym w przyjaznej ludziom skali. To opowieść o mieście, które nie musi być spektakularne, żeby dobrze się w nim żyło.

Po trzecie zastanów się, czy miasto ma płeć. Leslie Kern w „Mieście dla kobiet” pokazuje, jak wiele codziennych doświadczeń – bezpieczeństwo po zmroku, poruszanie się transportem publicznym, opieka nad dziećmi, zwykła możliwość odpoczynku – przez lata pozostawało poza głównym sposobem myślenia o urbanistyce. Przestrzeń, która wydaje się neutralna, bardzo często okazuje się odbiciem konkretnych społecznych hierarchii i wykluczeń.

Po czwarte możesz zadać sobie pytanie, czy miasto uosabia jakieś aspiracje. Polska transformacja lat 90. przyniosła nie tylko zmianę gospodarczą, ale też nowy język estetyki, prestiżu i „nowoczesności”. Aleksandra Stępień-Dąbrowska w „Jakby luksusowo” pokazuje, jak silnie wpłynęło to na sposób projektowania przestrzeni i myślenia o sukcesie. Podobne napięcia między reprezentacyjnością a codziennym życiem mieszkańców opisują w swoich książkach Filip Springer i Grzegorz Piątek. Architektura staje się tam czymś więcej niż historią budynków – opowiada o ambicjach, konfliktach i marzeniach zapisanych w historii miast.

Po piąte pomyśl, komu właściwie służy współczesne miasto w najbardziej praktycznym, codziennym wymiarze. Magdalena Milert w książce „Dla kogo jest miasto?” pokazuje, że urbanistyka nie kończy się na estetyce ani wielkich wizjach projektowych – ujawnia się przede wszystkim w drobnych sytuacjach dnia codziennego. W tym, czy da się bezpiecznie przejść przez ulicę, odpocząć po drodze na ławce, poruszać się z wózkiem albo po prostu funkcjonować w mieście bez ciągłego poczucia zmęczenia i przebodźcowania.

To właśnie od spojrzenia na takie codzienne doświadczenia – często drobne, ale bardzo realnie wpływające na jakość życia – zaczniemy cykl spotkań poświęcony miastu i relacjom człowieka z przestrzenią. Już 27 maja w Big Book Cafe MDM porozmawiamy z Magdaleną Milert o tym, czy współczesne miasta wciąż potrafią być miejscami odpoczynku, spotkania i wspólnoty – także dla tych, którzy nie chcą albo nie mogą nieustannie uczestniczyć w rzeczywistości nastawionej na konsumpcję.

Joanna Tudek, Maria Sawicka


NEWSLETTER NR 10 | 11.05.2026
MIĘDZY MARZENIAMI
A FAKTURAMI, CZYLI KRÓTKA HISTORIA SELF-PUBLISHINGU

Wydanie własnej książki jeszcze nigdy nie było takie łatwe. Self-publishing to żywy i intensywnie rozwijający się nurt. Mocno zmienił świat wydawniczy, a wszystko wskazuje na to, że będzie na niego wpływał jeszcze bardziej. W Stanach Zjednoczonych ponad 30% rynku e-booków stanowią te publikowane przez samych autorów. W Polsce nie mamy dokładnych statystyk, ale z obserwacji i częściowych danych z rynku widać, że rośnie rola i liczba autorów, którzy biorą cały proces wydawniczy w swoje ręce.

Każdego tygodnia do bigbookowych skrzynek otrzymujemy przynajmniej kilka takich maili: „Dzień dobry, wydał_m właśnie książkę i bardzo zależy mi, żeby pojawiła się w Waszej księgarni”. Dla nas współpraca z coraz większą liczbą autorów, na coraz bardziej rozdrobnionym rynku jest logistycznym i księgowym wyzwaniem. Z drugiej strony ten trend pokazuje, jak wiele osób spełnia dziś swoje literackie marzenia i łączy funkcje pisarza, wydawcy, promotora i dystrybutora.

Historycznie praktyka, w której autor korzystając z prywatnych środków publikuje własne dzieło, sięga XVII w. – autorzy prezentowali swoje teksty podczas spotkań towarzyskich, a następnie rozdawali kopie znajomym. Od XIX w. normą stało się zbieranie datków przez pisarzy, by sfinansować druk. Własnym sumptem książki wydawali m.in. Mark Twain, Jane Austen, Marcel Proust, Emily Dickinson czy Juliusz Słowacki.

Rozwój self-publishingu, jaki znamy dzisiaj, stał się możliwy dzięki postępowi technologicznemu – druku cyfrowego, internetu i wirtualnych metod dystrybucji. Zarzewiem rewolucji okazały się platformy społecznościowe gromadzące autorów i czytelników – takie jak Wattpad założony w 2006 r., który pozwala na bezpłatne publikowanie online własnych opowiadań, wierszy i książek. Nie ma progu wejścia, nie potrzebne jest doświadczenie ani dorobek literacki. Amatorzy i debiutanci dostają pole, by skonfrontować swoje teksty z opiniami czytelników. Wattpad szczyt popularności przeżywał w latach 2013-2015, a jego domeną stała się literatura młodzieżowa (Young Adult) oraz fanfiction (tworzenie nowych historii na bazie popularnych książek, filmów czy seriali). Dziś ta społeczność liczy ok. 100 mln osób ze 180 krajów.

Do gry w 2007 r. włączył się Amazon uruchamiając KDP (Kindle Direct Publishing) platformę umożliwiającą autorom samodzielną publikację e-booków, które można zamawiać w formie elektronicznej lub wydruków na żądanie bez pośrednictwa wydawców. Wattpad, Amazon czy założony jeszcze wcześniej Fanfiction torują drogi debiutantom, dla których często pierwszym impulsem publikacji jest pasja literacka i chęć dotarcia dla czytelników. Z kolei dla wydawców platformy te stały się miejscem pozyskiwania nowych autorów. Duża część self-publisherów po sukcesie komercyjnym podpisuje umowy z tradycyjnymi wydawnictwami zasilając ich ofertę.

Self-publishing jest też popularny wśród instagramerów i blogerów, którzy mając swoją publiczność, kanały dystrybucji oraz gotowe treści decydują się na samodzielną produkcję książek, by nie musieć się dzielić się zyskiem. W przygotowaniu tekstu do druku i samym wydaniu książki pomagają wyspecjalizowane firmy i portale internetowe.

Do tego dołącza się jeszcze jeden trend – część uznanych autorów decyduje się na odejście z klasycznych wydawnictw i samodzielną działalność wydawniczą. Świeżym tego przykładem jest głośny rozwód Zygmunta Miłoszewskiego z Grupą Wydawniczej Foksal i zapowiedź wydawania książek pod własną marką. W tego typu wypadkach również decydujące wydają się względy finansowe.

Jak widać self-publishing jest zjawiskiem bardzo pojemnym, łączy różne potrzeby, ambicje i schematy działania. Obejmuje książki wydawane w wersji e-booków i te tradycyjnie. Wielkim wyzwaniem dla autorów korzystających z self-publishingu jest dystrybucja książek i ich promocja. Ale dzięki bezpośredniej relacji autor-czytelnik udało się zaistnieć już wielu tytułom, które przepadły w selekcji tradycyjnych wydawców niepotrafiących dostrzec ich potencjału. W świecie, w którym siłę oddziaływania tracą globalne trendy na rzecz tych bardziej niszowych, autentycznych i skierowanych do konkretnych grup, także pisanie „dla swoich” czytelników ma potencjał. Świat wydawniczy dzięki self-publishingowi jest żywszy i ciekawszy. A my, czytelnicy mamy z czego wybierać.

Julia Rzemek

NEWSLETTER NR 8 | 28.04.2026
OSIEM KSIĄŻEK W TRZY DNI, CZYLI WYZWANIE NA MAJÓWKĘ

Zadanie było proste. Każdy z nas miał wybrać jedną dobrą książkę i z przekonaniem polecić Wam na majówkę. Sprawdźcie, jak niebanalne zestawienie gatunków i tematów nam wyszło. Wybierzcie z niego to, co do Was najbardziej pasuje. Ale jeśli macie czas – przeczytajcie wszystko!

ANNA KRÓL POLECA: JAK DZIAŁA LITERATURA, JAMES WOOD,
tłum. Katarzyna Góral, Magda Heydel, Marta Kurek, Natalia Roguz, Tetiana Sidletska, Wiktoria Wrzesień, Wydawnictwo Ossolineum

Majówka, a po niej wyczekiwany urlop! Oto mój plan na najbliższe tygodnie. Podczas urlopów zwykle część czasu przeznaczam na pisanie. Tym razem zamierzam przede wszystkim czytać. Jedna z książek, którą ze sobą zabieram to doskonały esej Jamesa Wooda. Profesor Harwardu i powieściopisarz napisał wspaniałą książkę, która może przydać się wszystkim piszącym oraz spodobać tym, którzy po prostu kochają literaturę. W kilku rozdziałach autor snuje rozważania na temat najważniejszych elementów, z których składa się każda dobra książka. Jest tu świetny rozdział o tym, kim jest bohater literacki, mądre wskazówki dotyczące wymyślania historii i prowadzenia wciągającej narracji, i dużo, dużo więcej. Myślę sobie, że czytając tę książkę mogę znów poczuć głód pisania!

JULIA RZEMEK POLECA: SZMATY, KAROLINA LEWESTAM,
Wydawnictwo Czarne

Ta opowieść bardzo mocno trafiła do mojego umysłu i serca. Jest przejmującą, a przy tym znakomicie literacko napisaną historią o kobietach, opowiadaną z perspektywy osoby, która jest w połowie życia i – jak mówi – równie wyraźnie widzi jego początek jak koniec. W ultra krótkich rozdziałach, a właściwie numerowanych akapitach autorka – narratorka zwraca się do swojej córki. Opowiada jej o innych kobietach, które też kiedyś były młode, i które mimo starań w pewnym momencie wszystkie stawały się nieatrakcyjne i żałosne. To opowieść o kobiecej cielesności, o emocjonalnej i fizycznej pracy wykonywanej na rzecz bliskich. Napisana w oryginalny sposób miksuje prozę życia z abstrakcyjną metaforą. Jest próbą rzucenia pomostu między pokoleniami, a także między czasami PRL, gdy używane ciuchy kupowało się jeżdżąc cinquecento do lumpeksu, a dzisiejszą rzeczywistością vinted. Na majówce czy nie – tę książkę trzeba przeczytać!

PAULINA WILK POLECA: MĘŻCZYŹNI, MICHAŁ GULCZYŃSKI,
Wydawnictwo Port

Na majówkę zadałam sobie zadanie – przełamać własne stereotypy i dowiedzieć się, jak się w Polsce żyje chłopakom i mężczyznom. Przyzwyczailiśmy się mówić o nierówności płci niemal wyłącznie w kontekście kobiet. I choć rewolucja feministyczna nie jest zakończona, a do równości daleko, współczesność każe spojrzeć także na drugą stronę medalu. Michał Gulczyński opisuje, jakie są przyczyny i objawy nierówności dotykających mężczyzn. Żyją krócej, czytają mniej, wcale nie są lepiej wykształceni, pracują dłużej. Czy to aby „naturalne”? Jak przemilczanie tych barier prowadzi do wykorzystywania frustracji przez polityków, do kreowania fałszywych podziałów i polaryzowania nas – o tym jest ta książka. Popularnonaukowa, pełna danych i niuansów. Im głębiej w lekturę, tym wyraźniej widzę, że nierówności nie są tylko takie, jak mi się wydawało.

BARTEK KAMIŃSKI POLECA: LWIE SERCE, MONIKA HELFER,
tłum. Arkadiusz Żychliński, Wydawnictwo Filtry

Wspaniałe zwieńczenie trylogii rodzinnej, która wpisuje się w tak ceniony dziś nurt autofikcji, reprezentowany m.in. przez Annie Ernaux. Austriacka pisarka nie ma takiego eseistycznego zacięcia, jak francuska noblistka, opowiada o swoich krewnych bardziej lakonicznie i nasyca narrację subtelnym liryzmem. Ale podobnie jak Ernaux, poszukuje prawdy o najbliższych. Spod warstw pamięci, rodzinnych traum i sekretów wyłaniają się przejmujące portrety. Po historii odrzuconego dziecka (matka pisarki w pierwszej części trylogii, „Hałastra”) oraz historii fatalnej namiętności ojca, sprowadzającej na rodzinę tragedię (część druga, „Tatuś”), dostajemy opowieść o bracie autorki – lekkoduchu i włóczędze, który nieoczekiwanie zostaje przybranym ojcem. Obraz dojrzewania do odpowiedzialności i niebanalnej relacji dziecko-dorosły to chyba najpiękniejsza, ale też najbardziej poruszająca cześć tej niezwykłej sagi.

JOANNA TUDEK POLECA: WSZYSTKO, CO WIEM O MIŁOŚCI, DOLLY ALDERTON, tłum. Aga Zano, Wydawnictwo Poznańskie

Ta książka powstała z karteczek samoprzylepnych, na których Dolly Alderton notowała na bieżąco to, czego doświadczała między 20 a 30 rokiem życia. To zapis niezwykle transformującej dekady: rozwijającej i pełnej wyzwań. Jestem w podobnym wieku i coraz wyraźniej widzę paradoks tego okresu – jestem za niego wdzięczna, a jednocześnie momentami chciałabym go przewinąć. Może dlatego ta książka trafia tak celnie: nie idealizuje, tylko uczciwie pokazuje tempo, chaos i intensywność życia. Na 300 stronach (w sam raz na majówkę!) mieszczą się bardzo osobiste historie – nieudane randki, ale też kilka udanych – oraz przepisy: na najlepsze mac’n’cheese na kaca czy „kanapkę na pocieszenie po tym, jak wykopali Cię z klubu”. Dla tych, którzy mają dwadzieścia lat, ta książka może być jak dobra przyjaciółka – słuchająca, rozumiejąca i nieoceniająca. Dla tych starszych – cichym powrotem i przypomnieniem, że życia wcale nie trzeba brać aż tak serio.

MARYSIA SAWICKA POLECA: GRAFICZKI. NIEOPOWIEDZIANE HISTORIE POLSKICH PROJEKTANTEK, ALICJA KOBZA, Wydawnictwo Karakter

Są takie książki, które na równi z czytaniem, powinno się uważnie oglądać. Moim zdaniem nie ma lepszego momentu niż długi majowy weekend, żeby wreszcie zasiąść w fotelu i niespiesznie kartkować, przeglądać oraz doczytywać historie polskich projektantek grafiki użytkowej. Alicja Kobza stworzyła zbiór opowieści o niezwykłych kobietach, którym nigdy wcześniej nie poświęcono należytej uwagi, a ich twórczość niesłusznie uznano za niewartą zapamiętania. Wśród 27 bohaterek są autorki plakatów, okładek książek i płyt winylowych, opakowań i materiałów reklamowych. Ich prace, pięknie zreprodukowane, prezentują dorobek i talenty graficzek z należną im atencją. Dla mnie ta książka to kawał porządnej herstorii, która jednocześnie wzrusza, cieszy oko i świetnie edukuje.

PATRYCJA FRUBA POLECA: ANTROPOLODZY, AYŞEGÜL SAVAŞ,
tłum. Agnieszka Walulik, Wydawnictwo Filtry

Ta nieduża powieść stawia pytania o to, kiedy jesteśmy naprawdę sobą, co w naszym życiu jest autentyczne, co to znaczy znać i rozumieć drugą osobę. Bohaterami jest para imigrantów Asya i Manu. Zamieszkali w kraju daleko od swoich rodzin, od których dzielą ich już nie tylko kilometry, ale też inny styl życia. W wielkim europejskim mieście szukają swojego miejsca. Razem oglądają kolejne mieszkania, zastanawiając się, jak mogłoby w nich wyglądać ich życie. Wiele w tej historii niepewności i prób własnego zdefiniowania. Savas dobrze oddaje dylematy współczesnych 30-latków, ich życia bez dramatów, ale często też bez poczucia sprawczości i ścieżek, którymi chcieliby podążać. Mimo, że całość zajmuje niewiele stron, daje przestrzeń do rozmyślań. Dla głównej bohaterki miejscem ważnym jest park – warto podążyć za tą inspiracją i tam właśnie zatopić się w lekturze.

DOROTA KUKIEŁA POLECA: MIRA, SABINE LEMIRE, RASMUS BREGNHØI,
tłum. Zuzanna Zywert, Dwie Siostry

Serię komiksów o Mirze polecam tym, którzy mają córkę wchodzącą w nastoletni wiek. Narysowane świetną kreską historie wprawią w dobry humor Was i Wasze dzieci. Mnie bawiłyby chyba nawet po duńsku! Na język polski przetłumaczonych zostało już sześć części, w których razem z bohaterką przeżywamy rozmaite historie – szkolne i domowe perypetie, walkę z pryszczami, plany tworzenia artystycznych instalacji. Mira marzy o bardziej dorosłym życiu, o tym, by się zakochać i mieć chłopaka. Są tematy poważniejsze, jak budowanie więzi z odnalezionym tatą, życie w rodzinie patchworkowej czy przeżywanie śmierci babci. Ale każdy z tematów potraktowany jest czule i uważnie. Komiksowa formuła sprawia, że te książki idealnie sprawdzają się nawet, gdy aktywnie spędzacie czas i podczas majówki przemieszczacie się z miejsca na miejsce.


NEWSLETTER NR 7 | 20.04.2026
MIĘDZY GUTENBERGIEM A ALGORYTMEM, CZYLI PRZESZŁOŚĆ I PRZYSZŁOŚĆ KSIĄŻKI

Czy potraficie wyobrazić sobie naszą cywilizację bez książek? To one przez stulecia były fundamentem przekazywania wiedzy, narzędziem kształtowania wyobraźni i budowania tożsamości kulturowej. Dziś, gdy słowo pisane coraz częściej opuszcza papierowe karty i przenika w świat cyfrowych bitów, warto spojrzeć na drogę, jaką przebyła książka – od epokowego wynalazku Johannesa Gutenberga po najnowsze prognozy rozwoju rynku wydawniczego. Ta perspektywa pozwala zrozumieć nie tylko przeszłość, ale przede wszystkim przyszłość medium, które od wieków definiuje nasz sposób myślenia o świecie.

Zanim Johannes Gutenberg w połowie XV wieku udoskonalił technikę druku przy użyciu ruchomych metalowych czcionek, książki stanowiły towar luksusowy, dostępny wyłącznie dla elit. Każdy egzemplarz, wykonany ręcznie, był unikatowym artefaktem, a czas potrzebny na przepisanie jednego dzieła mierzono w miesiącach lub latach. Szacuje się, że w całej Europie przed erą Gutenberga dostępnych było zaledwie około 30 tys. woluminów – liczba ta do końca XV wieku, po upowszechnieniu prasy drukarskiej, wzrosła do blisko 20 mln egzemplarzy.

Ten skok ilościowy przyniósł fundamentalną zmianę. Masowa produkcja książek zdemokratyzowała dostęp do wiedzy – informacje przestały być przywilejem klasztornych bibliotek i dworów królewskich. Upowszechnienie druku stworzyło podwaliny pod rozwój nowożytnej nauki: dzieła Kopernika, Galileusza czy Newtona mogły dotrzeć do uczonych w całej Europie w niespotykanym wcześniej tempie, napędzając postęp w astronomii, medycynie i matematyce.

Wpływ druku na sferę społeczną i polityczną był równie istotny. Reformacja Marcina Lutra nie miałaby takiego zasięgu bez możliwości masowego powielania i dystrybucji pism teologicznych. Pierwsze gazety i broszury umożliwiły rozwój debaty publicznej, kształtując podwaliny współczesnej demokracji i wolności słowa. Książka drukowana stała się pierwszym w historii masowym medium komunikacyjnym.

Rewolucja Gutenberga nie tylko przyspieszyła obieg informacji naukowej – stworzyła również warunki do rozkwitu literatury pięknej w formie, którą znamy dziś. Przed erą druku twórczość literacka funkcjonowała głównie w przekazie ustnym lub w nielicznych rękopisach, a status pisarza trudno było jednoznacznie zdefiniować. Dopiero masowy druk umożliwił ukształtowanie się zawodu autora jako odrębnej profesji, a także całego systemu wydawniczego z oficynami, redaktorami i księgarzami.

Wszystko to miało niebagatelny wpływ na rozwój literatury – od powieści przez esej po felieton prasowy. Dzieła Cervantesa i Szekspira, twórców Oświecenia czy później powieści realistyczne XIX wieku kształtowały wrażliwość estetyczną i moralną całych rzesz czytelników właśnie dzięki technologii druku. Pozycja pisarza w społeczeństwie ewoluowała przez kolejne stulecia, osiągając w wielu krajach rangę autorytetu moralnego i intelektualnego.

Po koniec XX wieku książka drukowana stanęła wobec wyzwań, jakich nie doświadczyła przez pięć poprzednich stuleci. Rewolucja cyfrowa, którą niektórzy badacze porównują skalą do przełomu Gutenberga, wprowadziła alternatywne formy obcowania z tekstem pisanym. Pojawienie się komputerów, internetu, a następnie przenośnych urządzeń mobilnych sprawiło, że papierowa książka przestała być jedynym nośnikiem literatury. E-booki zyskały popularność dzięki wygodzie i oszczędności miejsca. Z kolei audiobooki, przeżywające w ostatnich latach prawdziwy rozkwit, odpowiadają na potrzeby współczesnego odbiorcy przyzwyczajonego do wielozadaniowości.

Rozwija się rynek abonamentowych serwisów streamingowych oferujących dostęp do obszernych katalogów e-booków i audiobooków w modelu subskrypcyjnym, jak w platformach muzycznych czy filmowych. Rośnie popularność self-publishingu. Samodzielne wydawanie książek przez autorów, co umożliwiają dziś rozmaite serwisy internetowe, jest logicznym, kolejnym etapem ewolucji: podobnie jak prasa drukarska odebrała monopol na wiedzę klasztornym skryptoriom, tak platformy self-publishingowe odbierają tradycyjnym wydawnictwom monopol na decydowanie o tym, co „warte jest druku”.

Analizy rynku wydawniczego pokazują, że tradycyjna drukowana książka ma się dobrze. Badania czytelnictwa w Polsce diagnozują stabilizację – w ostatnich latach około 41% Polaków deklaruje przeczytanie przynajmniej jednej książki rocznie, przy czym papier wciąż pozostaje dominującym nośnikiem. Coraz więcej książek będzie jednak sprzedawanych przez internet – prognozy ekonomiczne wskazują, że do końca dekady ten kanał dystrybucji może odpowiadać za większość obrotów rynku książki. Najszybciej rosnącym segmentem będą audiobooki. Książki papierowe, zwłaszcza w gatunkach takich jak literatura faktu, biografie czy historia, utrzymają pozycję, szczególnie wśród starszych i najbardziej zaangażowanych czytelników.

Sztuczna inteligencja już dziś wspomaga procesy redakcyjne i tłumaczenia książek, a w przyszłości może oferować czytelnikom teksty dostosowane do indywidualnych upodobań. Niezależnie jednak od wszystkich zmian i technologicznych innowacji, fundamentalna funkcja książki – jako narzędzia refleksji, źródła wiedzy i przestrzeni dialogu autora z odbiorcą – pozostanie niezmieniona. Medium ewoluuje, ale potrzeba opowieści i zrozumienia świata poprzez słowo pisane bynajmniej nie słabnie.

Bartosz Kamiński


NEWSLETTER NR 6 | 13.04.2026
WAJDA. CZŁOWIEK Z LITERATURY

Na planie filmowym był jak dyrygent. Albo demiurg – reżyser totalny, który za pomocą wyobraźni i ogromnego autorytetu potrafił stwarzać światy, w których z przekonaniem poruszali się najlepsi aktorzy. Jego filmy były albo bardzo kameralne, niemal intymne – jak „Niewinni czarodzieje”, „Dyrygent” czy „Brzezina” albo monumentalne, realizowane w ogromnych zespołach, z rozmachem i odwagą jak „Człowiek z żelaza”, „Pan Tadeusz”, „Katyń” i „Ziemia obiecana”.

Urodzony sto lat temu Andrzej Wajda był z wykształcenia malarzem i filmowcem. Z pasji – czytelnikiem i obserwatorem świata, systematycznie prowadzącym twórcze notatki i dzienniki. Plastyczna wyobraźnia i wszechstronna znajomość literatury – w szczególności polskiej i europejskiej klasyki – uczyniła z niego czołowego twórcę teatralnego i filmowego XX wieku. Doświadczenia wojenne i powojenne zaangażowanie w politykę i sprawy społeczne – czołowego przedstawiciela tzw. polskiej szkoły filmowej. W swoich filmach, od debiutu „Pokolenie” z 1954 roku, nieustannie powracał do pytań o polskość, tożsamość narodową, wolność, patriotyzm. Uważał, co podkreślał w oficjalnych przemówieniach, że podstawowym obowiązkiem artysty wobec polskiej rzeczywistości jest mówienie prawdy.

Nie było w polskiej historii drugiego reżysera, który miałby na koncie tak wiele filmów zrealizowanych na podstawie tekstów literackich. Andrzej Wajda nakręcił czterdzieści jeden filmów fabularnych. Dwadzieścia osiem z nich to adaptacje. Przez całe życie ufał literaturze i w niej szukał inspiracji. Jako dwudziestolatek ułożył własną listę książek do przeczytania w życiu, według poradnika Jana Kotta „100 pierwszych książek”. Wiele tytułów z tej listy sfilmował.
Scenariusze jego filmów powstawały we współpracy z wybitnymi pisarzami. Pracował z Jerzym Andrzejewskim, Tadeuszem Konwickim, Aleksandrem Ściborem-Rylskim, Januszem Głowackim. Sięgał po prozę Dostojewskiego, Mickiewicza, Reymonta, Conrada, Wyspiańskiego, Fredry. Nie interesowało go dosłowne przenoszenie na ekran treści ukochanych książek. Eksperymentował z formą, odważnie analizował, filtrował przez własną wrażliwość i jakiś kawałek osobistej historii. W „Pokoleniu” opowiedział o młodych wyrastających z wojennej traumy, ale także kolegach filmowcach, chcących tworzyć wolne kino. W „Panu Tadeuszu” testował siłę mickiewiczowskiej frazy i sprawdzał, ile w nas pozostało z szlacheckiej brawury. W fredrowskiej „Zemście” obsadził Romana Polańskiego w roli komicznego Papkina. „Ziemia obiecana”, do której napisał również scenariusz to film olśniewający plastycznie, aktorsko i narracyjnie. Przez lata obsesją Wajdy i jego niezrealizowanym nigdy marzeniem było sfilmowanie „Przedwiośnia” Żeromskiego, książki, którą uważał za najważniejsze dzieło opowiadające o Polsce współczesnej. Wielokrotnie mierzył się z wybitną prozą Jarosława Iwaszkiewicza. Jego „Panny z Wilka” to mistrzowsko opowiedziana historia o upływającym czasie i jeden z najpiękniejszych wizualnie filmów Wajdy.

Szukając inspiracji w najważniejszych dziełach literackich próbował udzielać odpowiedzi na pytania egzystencjalne – o to co jest sensem naszego istnienia, jaką rolę odgrywa w życiu miłość, jak radzić sobie ze śmiercią i odchodzeniem najbliższych. Na planach bywał filozofem i praktykiem. Potrafił godzinami opowiadać o literackich i malarskich tropach, ale także szybko rozwiązywać niespodziewane problemy czy dylematy pionu technicznego. Ludzie filmu do niego lgnęli, bo był jednocześnie szczery i wymagający. Otwarty na pomysły, ale umiejący podejmować ostateczne decyzje. Świetnie odnajdywał się zarówno w krakowskim teatrze, jak i międzynarodowym środowisku filmowym, gdy w Stanach Zjednoczonych reżyserował „Biesy” w Teatrze Yale z Elżbietą Czyżewską i Meryl Streep w rolach głównych. Za swoje filmy otrzymał kilkadziesiąt najważniejszych nagród filmowych, m.in. Srebrną Palmę („Kanał”), Złotą Palmę („Człowiek z żelaza”), Złotego Niedźwiedzia (całokształt twórczości), Złotego Lwa (całokształt twórczości), Cezara („Danton”), Europejską Nagrodę Filmową „Felix” (całokształt twórczości). Cztery obrazy w reżyserii Andrzeja Wajdy były nominowanych do Oscara („Ziemia obiecana”, „Panny z Wilka”, „Człowiek z żelaza”, „Katyń”). Ostatecznie w roku 2000 Akademia nagrodziła reżysera Oscarem za całokształt twórczości.

Anna Król


NEWSLETTER NR 5 | 30.03.2026
JAK TRWOGA TO DO… PSYCHOLOGA CZY DO BOGA?

Żyjemy w spękanych czasach. Rzeczywistość trzeszczy od kryzysów, które następują jeden po drugim, nie dając czasu na refleksję, regenerację czy wnioski. Jesteśmy przytłoczeni – presją oczekiwań i staraniem, by żyć jak najlepiej; masą wiedzy, którą chcielibyśmy zastosować w codzienności; tempem zdarzeń, nowych pragnień, frustracji. Z tego właśnie, z „obsesji naszych czasów”, jak mówiła o tym amerykańska pisarka Ursula K. Le Guin, bierze się paląca potrzeba znalezienia odpowiedzi na pytanie „jak żyć?”. Ostatnie lata pokazują, że coraz częściej szukamy jej w książkach. Ale czy znajdujemy?

Kiedy 9 lat temu otwieraliśmy pierwszą księgarnię Big Book Cafe, półka z poradnikami była jedna i znajdowała się pod sufitem. Bo rzadko ktoś tam zaglądał. Dziś nurt poradnikowy, psychologiczny czy filozoficzny – istna rzeka nowych książek w przystępny sposób próbujących ukoić nasze lęki i fundamentalne pytania, regularnie gości na regałach z nowościami, bo też jest jednym z najżywszych i najbardziej dochodowych segmentów sprzedaży książek w Polsce i na świecie. I w tym szerokim nurcie znajdujemy książki różne – od świetnych po humbugi.

Wielkimi przebojami ostatnich lat stały się m.in. tytuły psycholożki i trenerki Natalii de Barbaro (sprzedaż „Czułej przewodniczki” była rekordowa – ponad 700 tys. egz.), poświęcone relacjom poradniki psychoterapeutki Joanny Flis (w ciągu 3 lat wydała 3 popularne książki), a także wyrastające z podkastu „O zmierzchu” książki Marty Niedźwieckiej – psycholożki i trenerki seksualnej. Zawrotną karierę robi właśnie teraz, choć publikuje od dekad, 86-letnia psycholożka Ewa Woydyłło. Status nieomal dyżurnego myśliciela kraju, którego można zapytać o wszystko, zyskał filozof i publicysta Tomasz Stawiszyński, który w „Ucieczce od bezradności” opisał współczesną marginalizację smutku, starości i śmierci, a w popowych „Regułach na czas chaosu” spisał, wzorem anglosaskich public thinkers, przystępne wskazówki, czego się trzymać, gdy świat się chwieje.

Na rodzimych autorach się nie kończy. Przybywa książek popularyzujących wiedzę, psychoedukację czy wspierających rozwój duchowy, ale nie w znaczeniu ściśle religijnym. Rosną działy związane z duchowością Wschodu, treningami ciała i umysłu, ezoteryką.
Na polski tłumaczone są m.in. książki buddyjskiego mnicha Thich Nhat Hanha, propagatora uważności Jona Kabat Zinna i reportera Tiziano Terzaniego, który szukał oświecenia w Azji. Jednym z globalnych hitów były „Atomowe nawyki” Jamesa Cleara (marzenie każdego, kto chciałby odmienić swoje życie kilkoma małymi ruchami). A w ostatnich miesiącach królowała „Pozwól im” Mel Robbins – książka, która uczy sztuki odpuszczania wedle reguły „żyj i pozwól żyć innym”. Wielką popularność tego tytułu można odczytać jako smutny wskaźnik liczby napięć między ludźmi i zanikającej zdolności do pokojowego współistnienia z innymi. Takie bestsellery pokazują, jak duża jest nadzieja na znalezienia jasnych wskazówek, wręcz instrukcji obsługi – siebie, innych, życia.

Czy autorzy książek mogą dobrze odpowiedzieć na te potrzeby? Z pewnością się starają, ale nie unikają płycizn i mielizn. Bo książki też rodzą się w pośpiechu, a zaganiani są sami autorzy – duchowni, filozofowie, terapeuci, naukowcy. Rynek wydawniczy usiłuje nadążyć za wyskakującymi z internetu trendami, wymaga od autorów literatury refleksyjnej szybkiego i łatwostrawnego myślenia. Dlatego książki, po których wiele się spodziewamy i pisarze, którym wciąż przypisujemy głębię, muszą także rozczarowywać. Bo i oni chorują na zbyt szybką współczesność.
Więcej refleksji i niuansów oferują tytuły sprzed lat, myślane i tworzone spokojniej. No i wielkie powieści. Tylko czy wystarczy nam skupienia, by czytać te księgi prawdziwej mądrości? Najpierw przydałby się jakiś poradnik zarządzania czasem…

Paulina Wilk

OPRZYJ SIĘ NA KSIĄŻCE!
Polecamy sprawdzone filary poszukiwań duchowych.

„Siddhartha” Hermann Hesse
Młody syn zamożnego bramina odrzuca komfortowe życie i wyrusza w drogę, by doznać oświecenia. Próbuje ascezy i medytacji, uciech materialnych i cielesnych. Wreszcie uczy się być i słuchać rzeki. Odnajduje pełnię mądrości i wiedzy.
Jedna z najsłynniejszych powieści niemieckiego autora, zainspirowana podróżą do Azji. Od ponad stu lat jest przewodnikiem dla poszukujących ścieżek do prawdy o życiu.

„Siedmiopiętrowa góra” Thomas Merton
Autobiografia ojca Ludwika, amerykańskiego księdza, poety, pisarza i trapisty. W tym wielkim bestsellerze, wydanym w 1948 r., opisał swoją podróż do wiary. Dorastający we Francji jako agnostyk nawraca się na katolicyzm w trakcie studiów na uniwersytecie Columbia. Po latach pracy akademickiej wstępuje do zakonu Gethsemani w Kentucky. W surowej regule zamknięcia i małej celi znajduje nowy wymiar wolności.

„Książka o niczym” John D. Barrow
Brytyjski kosmolog pyta, co to jest nic. Snuje rozważania o pustce, prowadzi do religijnych i poetyckich znaczeń życia i przemijania. Ta książka pokazuje ludzkie zmagania z nicością, od pytań stawianych przez Babilończyków, filozofię Greków, obliczenia Indusów aż po próżnię kwantową. Jest tu historia idei, próba policzenia niczego i wiszące nad głową pytanie: co tak naprawdę istnieje, a co nie?

„Gdziekolwiek jesteś, bądź” Jon Kabat-Zinn
Czytana na całym świecie książka napisana przez ojca ruchu mindfulness, amerykańskiego profesora medycyny, który wprowadził trening uważności m.in. do skutecznego leczenia bólu i depresji. Pomocna w rozwijaniu uważności, od połowy lat 90. jest nieodzowną lekturą dla szukających równowagi, wyciszenia, kontaktu ze sobą. Prowadzi przez podstawowe techniki i pomaga być, nic więcej.

„Rozważania o pacierzu. Antologia” Jan Twardowski
Po co się modlimy i co jest modlitwą, a co nie? Czy można rozmawiać z Bogiem? W podzielonych na krótkie rozważania tekstach ksiądz Twardowski nie stawia się w roli autorytetu, ale niewiedzącego, który pyta i rozmyśla. Już sama lektura rozbudza potrzebę modlitwy i zgłębiania tajemnicy duchowości. To obszerny zbiór tekstów zmarłego przed 20 laty duchownego, są w nim teksty niepublikowane za życia autora.

„Wierz i czytaj. Rozmowy o literaturze i wierze” prof. Ryszard Koziołek i Roman Bielecki OP
Literaturoznawca rozmawia z zakonnikiem – o tekstach świętych i popkulturowych, historycznych i bieżących. Na nowo odkrywają klasykę i znajdują teologiczne sensy w książkach, które sądziliśmy, że dobrze znamy. Literatura okazuje się pokarmem dla duszy. A zaczyna się od pytania: czy istnieje jedna książka zawierająca całą prawdę i czy jest nią Biblia? Popis erudycji i uczta duchowa. Nakarmi i niewierzących lubiących książki i tych szukających Boga. 

NEWSLETTER NR 4 | 23.03.2026
BYĆ JAK OPRAH WINFREY

Czy może być coś lepszego od czytania książek? Rozmawianie o nich! Hasło wymyślone przez Anię Król „Czytam, gadam, żyję”, które od blisko dekady widnieje nad wejściem do Big Book Cafe Dąbrowskiego, zyskuje właśnie nowy wymiar. Za miesiąc inaugurujemy pierwszy w historii Big Book Cafe klub czytelniczy – Big Book Club. Nawiązujemy do tradycji, ale też wyznaczamy nowe ścieżki. Oto kluby, który nas zainspirowały.

Najstarszy wciąż istniejący klub książki to Dalton Bookclub założony w maju 1764 r. przez 17 mężczyzn. Spotkania odbywają się w każdą czwartą środę miesiąca, a uczestników obowiązuje ten sam regulamin co 262 lata temu. Liczba członków ograniczona – 30 osób. Uiszcza się opłaty członkowskie (12 funtów rocznie) oraz kary za nieobecność na spotkaniu (3 funty za pierwszą i 6 funtów za każdą kolejną). Klub został pomyślany jako miejsce wymiany książek w czasach, gdy dostęp do nich był trudny. Więc członkowie nigdy nie czytali wspólnie tej samej lektury. Nie robią tego także teraz. Tak naprawdę nie muszą nic czytać. Spotykają się, by rozmawiać i wypić drinka w gospodzie White Horse Inn w angielskiej miejscowości Dalton-in-Furness.

Od klubowiczów z Dalton zaczerpniemy do Big Book Clubu bezpretensjonalną atmosferę. Bo potrzeba nawiązywania autentycznych relacji i bezpośrednich rozmów leży u podstaw działalności klubów. To miejsca, które budują poczucie wspólnoty, a spotkania z ludźmi o podobnych zainteresowaniach są lekarstwem na samotność.

Kameralna atmosfera charakteryzuje zakładane przez przyjaciół domowe kluby książki, które nieformalnie działają na całym świecie – my znamy kilka takich w Warszawie. Zwykle tworzy je 5-7 znajomych osób a spotkania odbywają się rotacyjnie w mieszkaniach członków. Ważna jest regularność (raz w miesiącu) i wspólnie wybrana lektura. Często spotkaniom towarzyszy kolacja przygotowywana przez gospodarza. Zdarza się, że kluby mają własne regulaminy, zwłaszcza jeśli członkowie są skłonni do zażartych dyskusji. Ale przede wszystkim stawiają na swobodną wymianę myśli o książkach. Wzorem domowych klubów w Big Book Cafe również stawiamy na otwartość w rozmowie, nie oceniamy gustów, nie dzielimy odpowiedzi na złe i dobre.

Poza oddolnie tworzonymi klubami, w całej Polsce działają kluby czytelnicze przy instytucjach kultury, w tym przy bibliotekach. Instytut Książki koordynuje projekt Dyskusyjnych Klubów Książki. Na jego stronie internetowej można znaleźć mapę klubów, których jest już blisko 2 tys. W DKK poza dyskusjami o konkretnych lekturach odbywają się spotkania z autorami. Ważne jest miejsce albo instytucja, która dany klub prowadzi. To ona jest punktem stałym, natomiast skład może się zmieniać. Big Book Club będzie regularnie (raz na dwa miesiące) spotykać się w Big Book Cafe MDM.

Kluby czytelnicze zyskują wymiar globalny, gdy za ich prowadzenie biorą się wielkie gwiazdy ekranu. Aktorka Reese Witherspoon w 2017 r. założyła Reese’s Book Club, który promuje literaturę kobiecą. Własny klub skupiający się na literaturze zaangażowanej społecznie prowadzi Natalie Portman, zaś Emma Watson, która stawia na książki feministyczne.

Niekwestionowaną królową klubów książki pozostaje Oprah Winfrey. Jej Oprah’s Book Club od 1996 e. kształtuje czytelnicze wybory Amerykanów. Oprah sama wskazuje książkę miesiąca często kierując się wyborem tematyki jej zdaniem ważnej społecznie. W mediach społecznościowych zachęca do czytania tytułu swoich obserwatorów. A do tego tworzy podcasty i programy w formie literackich talk-show z udziałem autorów i czytelników.

Kluby celebryckie działają głównie jako platformy społecznościowe i marketingowe. W przeciwieństwie do tradycyjnych, kameralnych klubów dyskusyjnych ich członkowie mają małe szanse spotkać się w prawdziwym świecie. Ale siła oddziaływania tych klubów jest ogromna. Rekomendacja Oprah może sprawić, że książka trafi na listy bestellerów a pisarz z niszowego autora stanie się gwiazdą literatury. Takiego wpływu na czytelniczą rzeczywistość życzymy sobie w Big Book Clubie!

Julia Rzemek


NEWSLETTER NR 3 | 16.03.2026
Z KARTEK NA EKRAN I Z POWROTEM

Co lepsze – książka czy film? To źle postawione pytanie buduje fałszywą konkurencję. W rzeczywistości literatura i kino rzadko ze sobą rywalizują, częściej podtrzymują się nawzajem przy życiu, opowiadając tę samą historię na dwa różne sposoby.

W tegorocznych nominacjach oscarowych widać to szczególnie wyraźnie. Obok siebie znalazły się: „Frankenstein”, „Hamnet”, „Sny o pociągach” i „Jedna bitwa po drugiej”. Różnią się tempem, skalą i tonem opowieści, ale wszystkie wywodzą się z literatury.

Powieść Mary Shelley w interpretacji Guillermo del Toro odzyskuje swój gotycki ciężar. Reżyser oczyszcza „Frankensteina” z popkulturowych naleciałości i sięga do sedna opowieści: znika komiks o potworze, pojawia się przejmująca opowieść o stworzeniu domagającym się miejsca w świecie i o twórcy, który nie potrafi wziąć odpowiedzialności za własne dzieło. Grozę nie budzi monstrum, tylko ludzka pycha.

Jeśli „Frankenstein” opowiada o stworzeniu życia i odpowiedzialności, jaka się z tym wiąże, „Hamnet” przypomina, jak kruche to życie potrafi być. Powieść Maggie O’Farrell, będąca kanwą filmu stawia odważną tezę – dramat „Hamlet” mógł narodzić się z osobistej tragedii Szekspira, śmierci jego syna. Film Chloé Zhao podąża za tą intuicją z niezwykłą czułością. Zamiast historii o wielkim dramaturgu oglądamy przede wszystkim świat jego rodziny i doświadczenie matki, która próbuje oswoić stratę. W tej perspektywie „Hamlet” przestaje być odległym monumentem literatury. Zaczyna przypominać dramat, który rozegrał się w prawdziwym życiu.

Najbardziej współczesny ton przynosi film Paula Thomasa Andersona inspirowany powieścią Thomasa Pynchona. W „Jednej bitwie po drugiej” Leonardo DiCaprio gra byłego rewolucjonistę, który próbuje zostawić politykę za sobą, ale przeszłość szybko daje o sobie znać. Anderson przenosi na ekran to, co u Pynchona najważniejsze: paranoiczny krajobraz Ameryki, w którym rasizm, przemoc instytucji i niesprawny system polityczny destabilizują społeczeństwo. Mimo wagi tematu nie jest to kino ciężkie ani moralizujące. W centrum stoi bohater, zagubiony, trochę komiczny, wiecznie zjarany, próbujący zrozumieć świat, który dawno przestał być logiczny. Anderson opowiada o rzeczach poważnych z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru.

Wszystkie te filmy pokazują idealną synergię kina i literatury. Film najczęściej upraszcza fabułę, skraca wątki, wydobywa to, co najbardziej widzialne. Historia staje się wyrazistsza, bardziej jednoznaczna, łatwiejsza w odbiorze, dzięki czemu często trafia do szerszego odbiorcy. Ale popycha też widzów do sięgnięcia po książkę i zgłębienia niuansów opowieści.
Z badań Nielsen Books & Consumers wynika, że 6% kupowanych książek zostało odkrytych dzięki ich filmowym lub serialowym adaptacjom. W praktyce oznacza dziesiątki milionów sprzedanych egzemplarzy rocznie. Tak było choćby z powieścią André Acimana „Tamte dni, tamte noce” („Call Me By Your Name”) wydaną niemal dekadę wcześniej niż film, która dopiero po ekranizacji Luki Guadagnino stała się światowym bestsellerem.

Czasem wystarczy sama zapowiedź filmu, by zainteresowanie książką gwałtownie wzrosło. Przykładem są „Wichrowe wzgórza” – jeszcze przed premierą nowej adaptacji sprzedaż powieści Emily Brontë w Wielkiej Brytanii zwiększyła się o 469 %. W Polsce ten tytuł dosłownie zniknął z hurtowni w momencie wejścia filmu na nasze ekrany. A teraz wydawnictwo WAB zapowiada nowe tłumaczenie Anny Bańkowskiej. Najlepsze adaptacje nie kończą rozmowy z książką – raczej odsyłają z powrotem do jej stron.

Film od początku sięga po opowieści tworzone przez literatów. Za jedną z pierwszych ekranizacji książek uważa się „Kopciuszka” w reżyserii Georges’a Mélièsa z 1899 roku. Dziś szacuje się, że około 50% filmów i seriali produkowanych w Hollywood to adaptacje literackie. Często widzowie nie są świadomi, że dana produkcja ma bazę literacką. Ale pewne jest, że bez literatury kino byłoby o połowę uboższe.

Joanna Tudek

NEWSLETTER NR 2 | 09.03.2026
O CO CHODZI Z TYM BOOKEREM?

Ogłoszenie nominacji do tegorocznej Międzynarodowej Nagrody Bookera odbiło się szerokim echem w światowych mediach, nie tylko branżowych. Czy to obecnie najważniejsze obok Nagrody Nobla wyróżnienie dla pisarek i pisarzy?

Młodszy brat prestiżowej brytyjskiej Nagrody Bookera, którą od prawie sześćdziesięciu lat wyróżnia się najlepszą powieść roku napisaną w języku angielskim, tak zwany Międzynarodowy Booker narodził się w 2005 roku. Pomyślany początkowo jako nagroda dla wybitnych ludzi pióra spoza Wielkiej Brytanii, był przyznawany co dwa lata za całość pisarskiego dorobku. Wśród laureatów znaleźli się zarówno pisarze spoza anglosfery (Ismail Kadare, László Krasznahorkai), jak tworzący po angielsku (Alice Munro, Philip Roth). W 2016 roku zmieniono formułę nagrody – przyznaje się ją co roku za dzieło beletrystyczne napisane w innym języku niż angielski, ale na angielski przetłumaczone i opublikowane w Wielkiej Brytanii albo Irlandii w poprzednim roku. Tym samym szansę na wyróżnienie mają nie tylko autorki i autorzy powieści, ale także krótkich form literackich prozą. Trzyetapowy proces wyłaniania zwycięzcy rozpoczyna się od ogłoszenia długiej listy nominowanych książek pod koniec lutego. Kalendarzowo to początek sezonu nagród literackich.

Impulsem do powstania nagrody były alarmująco niskie statystyki czytelnictwa literatury zagranicznej w krajach anglojęzycznych. Zaledwie 3% wszystkich książek i 1% powieści publikowanych rocznie w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych stanowiły tłumaczenia z języków obcych. Nowa nagroda miała być narzędziem, które zachęci wydawców do sięgania po literaturę z innych kręgów językowych i tym samym zwiększy jej dostępność dla anglojęzycznego czytelnika. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Udział tłumaczonej literatury pięknej w brytyjskim rynku wydawniczym w ciągu ostatnich dziesięciu lat co najmniej się podwoił.

Nagroda toruje drogę literaturom z całego świata. W ostatniej dekadzie w rywalizacji o Międzynarodowego Bookera wzięły udział książki przetłumaczone z 74 języków, w tym tak egzotycznych albo niszowych jak kikuju czy kannada. Wartościowe tytuły z odległych kręgów kulturowych mogą zaistnieć w świadomości czytelników już dzięki obecności na listach nominacji. O tym jak bardzo wpływowy stał się Międzynarodowy Booker niech świadczy fakt, że aż troje laureatów z ostatniej dekady – Olga Tokarczuk (2018), Han Kang (2016) i László Krasznahorkai (2015) – w kolejnych latach otrzymało Literacką Nagrodę Nobla. A wśród nominowanych przewinęła się jeszcze dwójka innych noblistów, zanim wyróżniła ich Akademia Szwedzka: Annie Ernaux i Jon Fosse. To pokazuje, że jury przyznające brytyjską nagrodę potrafi dostrzec i wypromować autorów o wyjątkowym, uniwersalnym znaczeniu. Coraz częściej mówi się, że jest ona „przepustką do Nobla”.

Choć pieniężna wartość Międzynarodowego Bookera, 50 tysięcy funtów, jest dużo niższa niż Nobla (ponad milion dolarów), to pod względem prestiżu i walorów promocyjnych jest im coraz bliżej. Warto podkreślić, że kwota brytyjskiej nagrody dzielona jest po równo między autora i tłumacza. Także autorzy i tłumacze książek zakwalifikowanych do finału otrzymują po równo: dwa i pół tysiąca funtów. To materialny i symboliczny wyraz uznania dla kluczowej roli tłumaczy w międzynarodowym obiegu literackim.

Korzyści z konkursu o Międzynarodowego Bookera czerpią nie tylko czytelnicy w krajach anglosaskich, bo trudno lekceważyć to, co zostaje docenione na ogromnym rynku anglosaskim. Już na etapie nominacji wielu wydawców na świecie, także w Polsce, decyduje się nabyć prawa do wyróżnionych książek, licząc na to, że wybrany przez nich tytuł dotrze do finału, a może nawet zostanie nagrodzony.

W tym roku na liście tytułów, nominowanych przez jury pod przewodnictwem brytyjskiej pisarki Natashy Brown, znalazło się 13 tytułów tłumaczonych z 11 języków, w tym z duńskiego, perskiego i niderlandzkiego. Dwie powieści z tej listy ukazały się w polskim tłumaczeniu: „Zanim dojrzeją granaty” bułgarskiej pisarki Rene Karabasz (przekład: Mariola Mikołajczak, Wydawnictwo Poznańskie) oraz „Kobiety bez mężczyzn” irańskiej pisarki Shahrnush Parsipur (przekład: Alicja Farhadi, Claroscuro). Kilka innych ma już polskiego wydawcę: Rebis opublikuje niemiecką powieść „The Director” Daniela Kehlmanna, Czarne wyda powieść „We Are Green and Trembling” Gabrieli Cabezón Cámary z Argentyny. Ta ostatnia ma duże szanse na nagrodę, bowiem w historii Międzynarodowego Bookera nie było dotychczas laureata z Ameryki Południowej.
Zakwalifikowane do finału tytuły poznamy 31 marca. Ogłoszenie zwycięzcy będzie miało miejsce na gali w Tate Modern w Londynie wieczorem 19 maja.

Bartosz Kamiński


NEWSLETTER NR 1 | 02.03.2026
WIELKI POWRÓT MAŁYCH KSIĘGARŃ

Im mniejsze i bardziej nietypowo zaopatrzone, tym większą budzą miłość. Skąd wziął się boom na niezależne księgarnie i czy ta moda dotyczy także Polski?

W ciągu ostatniego roku w USA powstały aż 422 niezależne księgarnie. To rewolucja, bo za oceanem polityczna presja konserwatystów spowodowała wycofanie części rzekomo nieobyczajnych lektur ze szkół i bibliotek. Na tę nową cenzurę niezależni księgarze zareagowali oferując regały z oznaczeniem „Książki zakazane”. Natomiast w Wielkiej Brytanii to pandemia koronawirusa pozwoliła odrodzić się małym księgarniom, w całym kraju jest ich znów ponad tysiąc. I trzymają się mocno, a chodzenie na zakupy książkowe znów stało się modne i przyciąga młodych. Korzysta na tym nawet największa na Wyspach sieć Waterstones – w 2025 r. otworzyła aż 10 nowych księgarń.

Co się zmieniło, skoro od połowy lat 90. małe księgarnie walczyły o przetrwanie? Konkurencją dla nich były sieci handlowe i internetowy Amazon – „największa księgarnia świata”, która oferowała wielkie rabaty i mechanizm pokazujący, co kupili inni. Tymczasem mali sprzedawcy byli zmuszeni zamykać swe oryginalne, prowadzone z miłości do książek miejsca, w których oferowali tytuły odzwierciedlające ich unikalny gust i znajomość nowej literatury. Ta tendencja za oceanem trwała do 2010 r. – wtedy kraj osiągnął historyczne dno z najmniejszą liczbą księgarń niezależnych. W Wielkiej Brytanii liczba księgarń kurczyła się aż do roku 2016, gdy otwarto tylko jedną nową księgarnię. Ale już w 2018 r. przybyło ich 12. Tak zaczął się powrót, który w branży literackiej nazywa się – nie bez dumy – odrodzeniem.

Czytelnicy znużeni modelem księgarni internetowych, w których trudno przypadkiem odkryć nowych autorów, literaturę niszową czy poszerzyć horyzonty, zaczęli świadomie wracać do miejsc prowadzonych przez ludzi z własnym gustem i z nietuzinkowymi kategoriami na półkach. Bo małe księgarnie pielęgnują wspólnoty, dla których istnieją. Zdaniem ekspertów u podstaw nowego życia księgarń leży 20 lat wytrwałego uczenia odbiorców, że tylko ich świadome wybory mogą zachować przy życiu miejsca, w których tak lubią spędzać czas. W pandemii filozofia „kupuj lokalnie!” zyskała na sile. Big Book Cafe Dąbrowskiego nie zamknęła się wtedy na ani jeden dzień, organizowaliśmy akcję „Książka na wynos”, a dzięki transmisjom daliśmy się poznać czytelnikom w całym kraju. Po 2022 r. potrzeba ucieczki z wirtualności przybrała na sile i ta tendencja – bywania w przyjaznych przestrzeniach z osobami podzielającymi nasze zainteresowania, możliwość szczęśliwego trafienia na pasjonujące tytuły, pogadania z księgarką – teraz niesie małe księgarnie na wysokiej fali. Paradoksalnie pomógł TikTok. To filmy z księgarń napędzają młodych czytelników i wspierają modę na kluby dyskusyjne. My gościmy kilka takich rozdyskutowanych grup w Big Book Cafe MDM, a w marcu ruszą spotkania naszego Big Book Club, o czym więcej poniżej.

Poczucie przynależności do swojego plemienia daje napęd małym księgarniom. Im ciaśniejsze, im wyraźniejszy mają profil, tym większym cieszą się uznaniem. A czy ich prowadzenie zaczęło się opłacać? Niekoniecznie. Margines zysku bez względu na kraj wynosi około 35%, a wielu księgarzy działa na kredyt. To wciąż zajęcie dla pasjonatów. Pomagają sobie sprzedażą kawy, akcesoriów i zapraszając czytelników na wydarzenia. W księgarniach anglosaskich urządza się urodziny i lekcje szydełkowania. W tygodniu są one miejscem pracy zdalnej, w weekendy – tygielkami, w których tętni życie towarzyskie. Od pionierskich księgarzy zaangażowania w budowanie wspólnot uczą się teraz teatry i muzea na całym świecie.

W Polsce sytuacja jest trudniejsza. Według raportu Instytutu Książki liczba małych księgarń nadal spada. Ale ostatnie miesiące w naszych księgarniach pokazują, że sam trend ponownie odkrywanej radości ze spotkań z księgarkami, rozmów o książkach i chęć do fizycznego doświadczania wspólnoty także w Polsce przybiera na sile. Bo księgarnie są balsamem na współczesność – dają ulgę od pędu, internetowej alienacji i osamotnienia. W Big Bookach żyjemy zgodnie z duchem czasu, dlatego w tym roku znajdziecie u nas więcej spotkań wyłącznie stacjonarnych, kameralnych wydarzeń umożliwiających swobodne spędzanie czasu i coraz ciekawiej zaopatrzony Butik Literacki z zupełnie nowymi akcesoriami umilającymi czytanie i życie.

Paulina Wilk